Upajająca moc zapachów

3 1 2chanel no5

Choruję na dziwną przypadłość, która objawia się tym, że jak się uprę na jakiś temat, to morduję go do upadłego.
Ostatnio ogarnęła mnie mania zapachów. Zioła, olejki eteryczne, perfumy. Do tego tajemnicza i ekscytująca książka pt.: „Sekretne życie Chanel No 5”, która uświadamia jak złożonym i skomplikowanym procesem jest produkcja perfum.
Uprawy lawendy, róż, jaśminu w połączeniu z syntetycznymi (ale nie sztucznymi) aldehydami przedstawione w książce tworzą piękną historię. Coco Chanel No. 5 najłatwiej opisuje jedno określenie: UNIKATOWOŚĆ. Nie może być inaczej w przypadku perfum, których jeden flakonik sprzedaje się co 30 sekund. Więcej szczegółów nie zdradzę. Kogo ciekawi ten temat, koniecznie musi sięgnąć po tę lekturę.

Zapachy zmieniły moje otoczenia.
Domki zapachowe z olejkami eterycznymi wypełniły moje mieszkanie, zaś woreczki zapachowe z lawendą zdobią otoczenie.
Wybór zapachów olejków eterycznych jest tak duży, że z pewnością każdy znajdzie „swój” zapach, który nim zawładnie i pobudzi zmysły.
Przy ich wyborze ważne jest jedno, a mianowicie należy kupować tylko i wyłącznie te naturalne, bez sztucznych dodatków. Najlepiej zakupić je w sklepach zielarskich.

U mnie króluje lawenda, gardenia i cynamon. Absolutny prym wiedzie jednak ten jeden jedyny, którego ubóstwiam i stosuję tylko na wyjątkowe okazje. Jest nim korzenno- cynamonowy olejek z mojej ulubionej Mydlarni u Franciszka, który otrzymałam w prezencie. Tyle na początek. Zapachów z pewnością będzie przybywało.

Zdjęcie przedstawiają rezultat mojego zapachowego szaleństwa, czyli całą gromadę woreczków uszytych z resztek lnianych i bawełnianych ścinek wypełnionych lawendą. W tym miejscu dziękuję pewnej Pani za bogaty bukiet suszonej lawendy, który mi podarowała. Część znajomych już została obdarowana woreczkami. A że rodzina i znajomi stanowią dość liczny zbiór więc produkcja ciągle trwa :).

 

PS Aaa, zapomniałabym! Czy widzicie te drewniane, śliczne króliczki??? To z kolei z kolekcji mojego brata, które sam wykonał  :). Dostałam je na święta Wielkanocne, u mnie jednak stanowią element wystroju całorocznego ;)

Na chwilę przed koncertem

Przesyłam pozdrowienia na chwilę przed koncertem w ramach „Tauron Festiwal” z katowickiego NOSPR-u.

Wnętrze obiektu Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia (NOSPR) budzi zachwyt swoim rozmachem i luksusem aranżacji, zaś atmosfera panująca w sali koncertowej jest podniosła. Sam koncert był dla mnie wyjątkowym wydarzeniem i niezwykłym przeżyciem.

Pozwólcie, że na kwestię oceny samego artysty spuszczę zasłonę milczenia, ponieważ moje uwagi w temacie muzyki nikomu potrzebne nie są i na pewno nikomu na dobre nie wyjdą ;P.

Bezpieczniej będzie, jak skupię się na przygotowanym na tę okazję szykownym wdzianku.

Narzutka była już gotowa dużo wcześniej. Nie mogłam jednak pozwolić, aby pozostałe resztki materiału się zmarnowały i w związku z tym postanowiłam je właściwie wykorzystać. Materiału zostało jednak na tyle mało, że miałam ograniczone możliwości w wyborze nowego projektu. Postawiłam więc na szorty, ale w takim bardziej wizytowym charakterze.

Dzięki temu powstał komplecik, który mogę teraz wykorzystywać na różne sposoby, w przeróżnych zestawieniach.

20160821_193646 20160821_193727 20160821_193819 20160821_192955 20160821_193001 20160821_193135

Przypadkowy zdobywca Trzech Koron

Kiedyś już pisałam, że serce najbardziej raduje mi się, gdy czerpię satysfakcję z dwóch moich pasji jednocześnie, a mianowicie aktywnego wypoczynku połączonego najlepiej z morderczym wysiłkiem oraz szycia. A dzieje się tak wtedy, gdy podczas wyjazdów zarówno tych długich, jak i tych krótkich, mam przyjemność spożytkowania trudów swojej krawieckiej pracy i powitania nowych terytoriów w odpowiednim stroju. Tak było i tym razem. Bluza, którą uszyłam chwilę przed kilkudniowym  wyjazdem, sprawdziła się idealnie w podhalańskim, rześkim klimacie.

Seria eleganckich, poważnych strojów na różnego typu przyjęcia i wydarzenia w ostatnim czasie spowodowała deficyt w mojej szafie na sportowe i luźne ubrania. Te braki należało jak najszybciej uzupełnić. Pomysł na projekt bluzy podsunęła mi moja wierna towarzyszka szyciowych przygód – Burda (2/2016, model 121). Dresówkę zakupiłam w sklepie internetowym. Jestem zadowolona z jakości tkaniny, która się nie gniecie i jest mięciutka, co daje duży komfort użytkowania. Wcześniej zawiodłam się na zamawianych tkaninach i teraz już wiem, że za porządną dresówkę trzeba zapłacić minimum 30 zł za metr. Zdecydowałam się na ubóstwiany przeze mnie ostatnio kolor blue. Tyle o tkaninie. Co do szycia, to większej filozofii nie ma. Jeśli jest się już biegłym  w odczytywaniu  hieroglifów z Burdy, z pewnością nie będzie żadnego problemu. Drobne modyfikacje oryginalnego wykroju są konieczne w moim przypadku, więc zdecydowałam się (albo raczej ilość tkaniny zadecydowała za mnie) na zrobienie tunelu na gumkę w przodzie i tyle tkaniny, a nie jak podpowiada Burda, w dodatkowym doszytym  pasku. Ale to tylko zabieg kosmetyczny. Całość niewiele odbiega od zamysłu autora projektu.

Nic, tylko szyć i zwiedzać dalej! A do tego wyciskać uroki każdej sekundy życia niczym sok ze słodkiej pomarańczy :).

Zdjęcia zostały wykonane z panoramy widokowej na szczycie Trzech Koron. Gorąco zachęcam do odwiedzin przepięknego obszaru Pienin, który prezentuje się zjawiskowo w duecie z rwącym Dunajcem.

1 2 3 4 6 7

Modna i już! Moda w PRL

Bardzo chciałam zobaczyć wystawę pt.: „Modna i już. Moda w PRL”. Moje zainteresowanie tą wystawą było szczególne ze względu na przeczytaną jakiś czasu temu książkę Boćkowskiej pt. „To nie są moje wielbłady”, o której wcześniej już pisałam. Chciałam na własne oczy zobaczyć, jak wyglądały płaszcze ortalionowe czy kolekcje uszyte ze spadochronów, pochodzące z zeszłego stulecia. Aby tego i wiele innych, nie mniej ciekawych atrakcji doświadczyć, wybrałam się do Muzeum Narodowego we Wrocławiu.  Wcześniej (do kwietnia bieżącego roku) wystawę można było obejrzeć w Krakowie, do którego niestety nie zdążyłam się wybrać.  Żałuję tylko, że zostawiłam sobie tak mało czasu na jej obejrzenie. Zbiory okazały się wyjątkowo bogate, bo eksponatów jest aż…400, a ja mając niewiele ponad godzinę, biegałam jak oszalała, aby wszystko zobaczyć chociaż przez chwilę! Dwie godziny, to minimum krytyczne, aby móc nasycić się projektami będącymi niejednokrotnie małymi dziełami sztuki. W szczególności zainteresowały mnie projekty mody polskiej autorstwa Barbary Hoff, Jerzego Antkowiaka, czy też Grażyny Hase. I tu pojawia się pytanie… czy nasi rodzimi twórcy są gorsi od takiego Diora? Z pewnością nie, a kto nie wierzy, zachęcam zatem do odwiedzenia wystawy. Zasadność tego twierdzenia stanowią zdjęcia, które zostały wykonane podczas zwiedzania wystawy. Poniżej umieściłam te spośród nich, które spodobały mi się szczególnie. Po wizycie w muzeum mogę stwierdzić, że tak pozornie odległe trendy i rozwiązania w modzie, są nadal aktualne, a to z kolei jest potwierdzeniem dla często stosowanego zdania … moda kołem się toczy.
Wystawa będzie dostępna do 28 sierpnia, tak więc jeśli komuś zależy, trzeba się pospieszyć :).
7 8 9 1 2 3 4 5 6

Mała biała

Kolejna sukienka na ten sezon. Postanowiłam jednak, że będzie już ostatnią, zamykającą kolekcję pt.:„Lato 2016 by QRC”. Mamy już sierpień, więc czas najwyższy, aby skupić się na przygotowaniu nieco cieplejszego odzienia. Przychodzi mi to z wielkim trudem, ale fakty są niestety niezaprzeczalne… chłodne poranki i wieczory nie zapowiadają powrotu gorących dni. Dla mnie najkorzystniejsza jest temperatura tropikalna, no ale cóż „taki mamy klimat”.

Może jednak zamiast wybiegać w przyszłość, skupię się na tych ostatnich ciepłych i promiennych dniach. To jest ten moment, kiedy należy naładować akumulatory i oprócz przetworów przechować wspomnienia lata, np. w postaci zdjęć z wakacji. W jednym z takich ciepłych lipcowych dni towarzyszyła mi moja najnowsza, biała sukienka.

Tym razem projekt powstał bez konkretnego wykroju. Pomysł zrodził się w wyniku obserwacji ubrania na żywym modelu. Tak spodobała mi się bluzeczka uszyta z półkola na Pani spotkanej przypadkiem, że nie mogłam doczekać się momentu przetworzenia pomysłu na własne potrzeby. Chwilkę zajęło mi obmyślanie sposobu wycięcia materiału tak, aby nabrał charakteru wcześniej już szytych przeze mnie spódnic z półkola. Trochę się nagimnastykowałam, ale w końcu się udało! Materiał złożyłam na pół, inaczej niż zwykle, tj. przyłożyłam bok długości do boku szerokości i powstał taki a’la dziubek ;). Następnie na bokach odrysowałam linie pachy i podkrój szyi, i gotowe! No dobrze,
prawie gotowe. Pozostały jeszcze odszycia pach i podkroju szyi, co jest moją największą zmorą…Ostatecznie jednak cała operacja poszła zadziwiająco sprawnie. Sukienka prezentuje się lekko, zwiewnie, a jednocześnie dostojnie w swej prostocie. Takie moje skromne podsumowanie tego wpisu :).

4 5 6  8

Wyprzedaż

szafaJakiś czas temu miała miejsce taka sytuacja: wchodzę do pracy po raz n-ty w świeżo uszytej sukience. Na to moja koleżanka zza biurka : Iza, czy ty mieszkasz w garderobie?!” . :lol: . Biorąc pod uwagę rozmiary mojego poprzedniego mieszkania oraz ilość tworzących się w jego zaciszu nowych projektów, najprościej w taki sposób można było sprawę zobrazować. Aby moje nowe gniazdko nie przybrało wizerunku swojego poprzednika, postanowiłam jakoś temu zaradzić. W związku z brakiem zahamowań przed tworzeniem nowych projektów i ograniczonym miejscem na ich przechowywanie chętnie zgodzę się  na zmianę właścicielki niektórych z nich. Wszystkie ubrania są w rozmiarze 34. W przypadku zainteresowania którymś z moich projektów, proszę o wysłanie maila na: modowylifting@gmail.com.

Wystawa zdjęc Marylin Monroe i Marlene Dietrich

Na wstępie chcę zachęcić wybierających się do Wrocławia, aby przy okazji wstąpić do Hali Stulecia, gdzie znajduje się wystawa zdjęć Normy Jeane Mortenson znanej bardziej wszystkim jako Marylin Monroe oraz Marleny Dietrich w obiektywnie słynnego fotografa Miltona H. Greene’a. Jeśli jednak ktoś jest miłośnikiem jednej, bądź też obu naraz tak wyśmienitych sław, może wybrać się na ową wystawę specjalnie. Fotografie będą dostępne dla zwiedzających do 10 sierpnia bieżącego roku. Każdy zainteresowany wystawą odbierze ją w inny sposób i według siebie oceni, czy było warto.

Mnie wystawa zwabiła na samym wstępie magnetyzmem nazwisk jej bohaterek, a w dalszej kolejności świadomością ich nieocenionego wkładu w świat mody i sztuki. Uznałam, że warto wykorzystać nadarzającą się okazję i prześledzić te niezwykłe zdjęcia z własnej perspektywy. Zdarzyło mi się już  tworzyć, będąc „pod wpływem” charyzmatycznej Marleny  Dietrich. Wtedy rezultatem tej inspiracji stały się moje pierwsze spodnie, jakie uszyłam, a które ubieram tylko na wyjątkowe okazje.

Poniżej link do zdjęć w moich spodniach marlenach:
http://modowylifting.blog.pl/2014/09/03/stylizacja-a-la-marlene-dietrich/

Czy to nowe, bliższe spotkanie z M&M również zaowocuje nowym projektem, okaże się w najbliższym czasie.

To, że na wystawie pojawiłam  się w bluzeczce,  która wyszła z mojej malutkiej pracowni krawieckiej, nie jest oczywiście przypadkiem.  Uszycie bluzeczki zajęło mi niewiele czasu. Składa się ona z dwóch części (przód i tył), które odrysowałam od innej bluzki na ramiączkach, a na sam koniec dodałam falbanę  wyciętą  z półkola, która luźna opada na ramiona. Tak więc poniżej umieszczam kilka zdjęć  mojego nowego projektu podczas podziwiania biało- czarnej, tajemniczej wystawy Marylin i Marleny. Moje zdjęcia z kolei w obiektywie jeszcze mało znanego, ale kto wie co czas pokaże, fotografa  TL ;)

32 1

Koszula oversize

Co tu dużo pisać? Natchnienia do pisania brak, a pragnienie pokazania nowego nabytku zbyt silne, aby je poskromić. Dlatego tym razem wbrew obowiązującym regułom na tym oto blogu, bez zbędnych ceregieli, przedstawiam Państwu moją nową koszulę oversize, która przez co niektórych, przyjaźnie nastawionych do mojej twórczości znajomych, nazwana została piżamą. Jak dla mnie, może być i piżama :). Koszula, póki co odnalazła zastosowanie jako odzienie dzienne, ale jak mi się znudzi, kto wie, co będzie ;) .

Konstrukcję koszuli mam już od dawna opracowaną i tym razem należało ją jedynie powiększyć. Starałam się, żeby stopniowanie szablonu wykonać równomiernie tak, aby uniknąć późniejszych problemów związanych z chociażby wszyciem rękawów. Tył wydłużyłam w stosunku do przodu, a dolne części boków pozostawiłam niezszyte. Prosty fason koszuli uzupełniłam jedynie stójką,  rezygnując tym samym z kołnierza. Tkanina to oczywiście bawełna. Na koniec dodałam malutkie guziczki i voila! Koszula gotowa do noszenia.

Zdjęcia wykonano na terenie nowego (od roku) obiektu turystycznego obejmującego centrum kongresowe, NOSPR i Muzeum Śląskie w Katowicach. Miejsce interesujące ze względu na odbywające się w nim wydarzenia, przyjazne kawiarenki oraz piękno architektury, które za każdym razem cieszy oko na nowo. Jakże mogłam zapomnieć (?!)- przy NOSPRRZE działa również kino pod gwiazdami, zresztą z bardzo dobrym repertuarem.

1 4 5 10 9

Kojąca lekkość lnu

Dopiero na zdjęciach zauważyłam, że nowo powstała sukienka jest w identycznym kolorze, co moje oczy. Nie był to zabieg celowy i przemyślany, a jedynie zwyczajny zbieg okoliczności. Dzięki temu korzystnemu przypadkowi, moja nowa sukienka cieszy mnie podwójnie.
W życiu każdej kobiety przychodzi taki czas, gdy stwierdzamy, że nie mamy co na siebie włożyć. Niestety i mnie ten stan dopada, i to z niepokojąco dużą częstotliwością :lol: . Wtedy wiem, że już najwyższy czas, żeby usiąść przy mojej ulubionej maszynie. W zasadzie brzmi to odrobinę nieprawdziwie, gdyż maszynę chowam od wielkiego dzwonu (dwa razy do roku) i pomijając wyjazdy różnego rodzaju, w zasadzie zasiadam do niej przy każdej nadarzającej się okazji. Cieszę się, że mam taką możliwość i dlatego nieustannie z niej korzystam. Nie tracę czasu na poszukiwanie odpowiedniego kroju, bo zwykle mam już w głowie listę pożądanych modeli, których brakuje w mojej garderobie.
Tym razem uznałam, że takiej właśnie sukienki zdecydowanie było mi trzeba. Krój, tkanina i kolorystyka sprawdzają się idealnie nawet w te upalne, letnie dni. A to wszystko za sprawą naturalnego lnu, którego użyłam do uszycia sukienki. Tkaninę tę zaczerpnęłam z ciągle bogatych zbiorów tkanin z czasów PRL, jakie posiadam. Nowych materiałów staram się kupować jak najmniej tak, aby wykorzystać te, które otrzymałam albo w przypływie nadmiernego entuzjazmu kupiłam na zapas. Kolejny więc ciuszek mogę zaliczyć do kolekcji pt. „Materiały z czasów PRL”. Biorąc po uwagę pojemność pudełek z materiałami na mojej szafie, ze spokojem mogę stwierdzić, iż fascynacja „tamtą epoką” w mojej twórczości tak szybko się nie skończy.

http://modowylifting.blog.pl/2016/02/24/odegle-niedawne-czasy/

2 3 4

7

6

Czytaj dalej