Związek na długie lata

Jak się okazuje, to nie chwilowe zauroczenie, ale związek na długie lata. Na myśli mam relacje pomiędzy mną, a maszyną. Okazuje nie wykorzystuję swoich umiejętności już tylko do uszycia czegoś wystrzałowego, niespotykanego w sklepach (chociaż to sprawia mi największą radochę), ale do ubarwiania otaczającej mnie rzeczywistości i do uszczęśliwiania bliskich mi osób. Ostatnio sposobności ku temu było co nie miara. Sama nie wiem już od czego zacząć, bo sprawy przybrały takie tempo, a ja nie chciałabym zapomnieć pochwalić się wszystkimi fatałaszkami, które powstały od ostatniego mojego wpisu. W najbliższym tekstach postaram się sumiennie przedstawić wszystkie dzieła, które powstały w mojej skromnej pracowni krawieckiej.

Najważniejszą uroczystością w ostatnim czasie był ślub mojej przyjaciółki. Nie powiem, czas nie był w tym okresie moim sprzymierzeńcem, za to poczucie spełnienia nigdy wcześniej nie przybrało równie wysokich parametrów. Był wieczór panieński, był polter abend, był i w końcu niepowtarzalny ślub jak z bajki, a na samym końcu poprawiny weselne. Do pokazania mam satynowy szlafroczek uszyty dla przyszłej (już teraz aktualnej) panny młodej oraz  baśniową sukienkę powstałą  wskutek urzeczywistnienia moich marzeń.

W między czasie powstał jeszcze kardigan na zimniejsze dni, niepowtarzalny, dyniowy obrusik dla mojej siostry oraz zielona sukienka z lacosty, będąca połączeniem prostoty i oryginalności satynowych wykończeń.