Piankowe szaleństwo ciąg dalszy

Cóż za radość, cóż za satysfakcja – tworzenie z pianki to recepta  na łatwiejsze ż(sz)ycie ;)

Pomijając  podszewkę, podwijanie, czy też overlokowanie, oszczędzam kilka godzin. Mój zachwyt pianką jest coraz silniejszy.

Poniższy płaszczyk powstał z wykroju na skórkowy żakiecik, który prezentowałam już (dużo) wcześniej. Poszerzyłam go w zasadzie w całości (rękawy, przód, tył), ozdabiając naszywanymi kieszeniami. Miałam wizję oversizowego płaszczyka, idealnego na ciągle niezbyt ciepłą wiosnę. Piankę można szyć dwustronnie – w zależności od własnego widzimisię. Ja postawiłam na czerń, z szarości czyniąc zaś ozdoby. Nie jestem do końca zadowolona z rękawów, które z powodu sztywnego i grubego materiału nie do końca układają się tak, jakbym sobie tego życzyła. Mam tu na myśli główki rękawów, które  lekko odstają. Przeszywałam je wielokrotnie, ale efekt zawsze był podobny. Jak się jednak osobiście przekonałam, to co mnie kłuje w oczy, dla niewtajemniczonego obserwatora jest zupełnie niewidoczne.  Wykończenia materiału, zaznaczam, że nie są one podwijane ani podszywane, ozdobiłam metaliczną nitką, która nadaje szyku płaszczykowi.

Zdradzam Wam jeszcze, że  siostrzyczka nosi już takową narzutkę w barwach miętowej zieleni. Wydawała się zadowolona z prezentu. Zobaczymy, czy da się skusić na uwiecznienie płaszczyka na sobie. Jeśli nie, to ja po raz kolejny z ogromną przyjemnością będę czyniła honory prezentując wdzianko na sobie.

2a1