Oślepiający blask

W zeszłym tygodniu z wielkim namaszczeniem (jak to zwykle u mnie bywa) otworzyłam nowy numer wrześniowej Burdy i… to, co nastąpiło później jest bardzo łatwe do przewidzenia. Dzień, w którym listonosz dostarcza nowe wydanie tej gazety,  jest najbardziej wyczekiwanym przeze mnie dniem w miesiącu (rywalizacja z dniem wypłaty jest bardzo silna). W przeciągu dwóch wieczorów powstało moje nowe, połyskujące cacko. Nic tak bardzo nie cieszy oka kobiety jak świecące błyskotki, więc balansując na granicy kiczu postawiłam na srebrzyście skrzącą, sztywną tkaninę. Dla równowagi tył uszyłam z bawełny w kolorze ciemno szarym.

W swoich pracach najbardziej cenię modele charakteryzujące się ciekawymi rozwiązaniami konstrukcji, połączeniami poszczególnych części wykroju, czy interesującą fakturą tkaniny.  Zwykle powstają projekty wyróżniające się na ulicy, których nie można spotkać na sklepowych półkach. Wychodzę z założenia, że własnoręczne szycie ubrań nie jest wielką oszczędnością, więc jeśli poświęcam już swój wolny czas na ślęczenie przy maszynie, to główna zasada brzmi następująco: ma powstać coś wyjątkowego.  PRAWIE zawsze się udaje ;). W tym modelu spodobało mi się kontrastowe połączenie eleganckiej tkaniny ze sportowym krojem.

W oryginale sukienka wzbogacona jest o długie rękawy. Ja mam w planie je doszyć, ale dopiero wtedy, gdy na zewnątrz zrobi się zimniej. A tymczasem chomikuję witaminę D na chłodniejsze dni, a ta, z tego co mi wiadomo, najszybciej wchłania się przez odsłonięte ramiona, więc póki co korzystam z „ciepełkowych ostatków”.

1 2 3

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.