Musztardowy płaszczyk

Doczekałam się już trzeciego płaszczyka w swojej krawieckiej karierze. Przy zakupie materiału dość długo zastanawiałam, czy wybrany przeze mnie musztardowy odcień brązu ma szansę przerodzić się w coś interesującego. Wątpliwości miałam praktycznie do samego końca. Płaszczyk nabrał uroku dopiero, gdy naszyłam ozdobne kieszenie z eko-skóry i dobrałam do niego kolorystycznie pasujący, gruby pasek.

2

Konstrukcję zapożyczyłam (a jakżeby inaczej ;) ) od mojej przyjaciółki – Burdy. Po raz kolejny przekonałam się, że szycie ubrań „wielkopowierzchniowych” jest bardzo przyjemnym zajęciem. Nie ma tu problemu z misternym szyciem, jak chociażby w przypadku kołnierzyka ze stójką lub mankietów, które są dla mnie wyjątkowo bolesne i czasochłonne. Stając od razu w swojej obronie, chcę uciąć wszelkie spekulacje, jakobym nie potrafiła sprostać tego typu wyzwaniom. Z sukcesem przeszłam przez wszystkie poziomy doskonalenia sztuki krawieckiej, jednak nie wszystkie polubiłam tak samo ;P.

Płaszczyk uszyty jest z wełnianego materiału i muszę przyznać, że nadawał się jedynie na pierwsze dni jesieni. Przy obecnej aurze jest mi już w nim za zimno i dlatego zastanawiam się nad podszyciem płaszczyka polarem tak, żeby było mięciutko i cieplutko.

Poniżej zdjęcia wykonane w uroczym pesjonacie w Istebnej.

5 4 1

Prezenty prezeciki

Czy jest ktoś, kto nie lubi dostawać prezentów? Ja osobiście nie znam takiego osobnika. Rodzinę mam dużą, przyjaciół też trochę się znajdzie, więc maszyna mało kiedy odpoczywa. Rozpoczynając swoją przygodę z szyciem wyobrażałam sobie, że będę szyła  sporadycznie, tak żeby na szybko coś sobie poprzerabiać. A tu się okazuje, że mam tysiące pomysłów i ciągle brakuje mi czasu na ich realizację. Do tego ciągle nadarzają się nowe okazje do posiedzenia przy maszynie ; a to święta (jedne, drugie), a to urodziny, a to ważne wyjście. Jakby tego było mało, to coraz mniej podobają mi się ubrania dostępne w śieciówkach. Jestem coraz bardziej krytyczna, co do gotowych wyrobów, które mało kiedy warte są swojej ceny. Tą samą zasada kieruję się przy wyborze prezentów i tak zamiast spędzić kilka godzin biegając za jakimś wyjątkowym podarkiem, wolę poświęcić ten czas na własnoręczne przygotowanie  unikatowego prezentu.

Poniżej przedstawiam kilka ostatnich prezentów powstałych dla moich bliskich na wyjątkowe okazje oraz takie, które powstały bez okazji ;).  Na zdjęciech widoczne są również kartki zmajstrowane na 30-ste urodziny dla nieuchronnie starzejących się moich najbliższych. Nabieram rozpędu przed zbliżającymi się świętami!

IMAG3014  IMAG2977

IMAG3009 IMAG3017IMG-20151012-WA0003

Komiksowy komplecik

Ponieważ pogoda przestała nas już rozpieszczać, zmuszona zostałam do przeprogramowania mojej garderoby na nieco cieplejszą.

Zaczęłam od kompleciku z czarno – białego materiału. Górna część, to prosta bluzeczka, która z tyłu jest ozdobiona metalowym zamkiem tak, aby podczas ubierania było wygodniej. Do tego powstała prosta, krótka spódniczka. Konstrukcja górnej i dolnej części stroju powstały na podstawie moich foremek opracowanych na zajęciach, które są dla mnie podstawą do modelowania przeróżnych, zmodyfikowanych wykrojów.

2015-09-26 14.18.31

Komplecik zdarza mi się zestawiać z innymi częściami garderoby, ale najbardziej zadowala mnie jednak efekt stroju w całości.

Najczęściej prezentuję swoje prace w nowo odwiedzanych miejscach. Polubiłam ten zwyczaj zabierania w podróż nowych projektów i uwieczniania ich na zdjęciach podczas relaksujących spacerów. Każdy ma taki swój „własny świat”, dający wytchnienie po ciężkim tygodniu i dający sił do nowych zmagań. Dla mnie poznawanie nowych miejsc połączone z premierą świeżo powstałych projektów jest właśnie tym budującym czasem . Jedynie życzyłabym sobie żeby ta sielanka trwała dłużej i częściej.

Poniżej zdjęcia zrobione w w muzeum drukarstwa w Cieszynie.

2015-09-27 13.23.38 2015-09-27 13.26.072015-09-27 13.27.49

Konkurs Burdy

Jakiś czas temu przystępowałam do konkursu realizowanego przez Akademię Burdy. W konkursie brały udział zdjęcia przedstawiające to, jak spędzamy czas z czasopismem Burda. Nagrodami za zajęcie 1 i 2 miejsca były warsztaty krawieckie. Natomiast za zajęcie trzeciego miejsca przewidziano półroczną prenumeratę mojego ulubionego magazynu Burda.

Untitled

Teraz, gdy emocje już opadły zadaję sobie jedno podstawowe pytanie, a mianowicie…Czy warto w ogóle bawić się w tego typu konkursy?

Otóż po tym, czego doświadczyłam na własnej skórze stwierdzam, że tego rodzaju konkursy  są przeznaczone dla osób wytrwałych i…  kombinatorów. Ja, póki co wyleczyłam się z tego typu rozrywki.

O konkursie dowiedziałam się dwie godziny przed upływem terminu na dokonywanie zgłoszeń. Nie miałam więc żadnego zdjęcia zrobionego specjalnie na tę okazję. Dobra duszyczka (której jestem tak bardzo wdzięczna za niezliczoną ilość mobilizujących inspiracji) zachęciła mnie do wysłania zdjęcia, które zostało zrobione już kilka miesięcy wcześniej (bez ustawki ;) ). Fotografia przedstawia mnie w pracy pod biurkiem, w towarzystwie świeżo otrzymanego magazynu. Nawet nie myślałam, że mam jakiekolwiek szanse w porównaniu z profesjonalnie przygotowanymi sesjami zdjęciowymi. A tu niespodzianka. Już w pierwszych chwilach od rozpoczęcia głosowania, zaczęłam prowadzić w rankingu. Wtedy obudziła się we mnie dzika rządza rywalizacji. No i zaczęłam mobilizować znajomych do głosowania. Praktycznie przez cały czas trwania konkursu plasowałam się to na 1, to na 2 miejscu. Dziwnym zrządzeniem losu w ostatniej godzinie głosowania spadłam na 3 miejsce i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że moja przewaga była druzgocąca – 80 głosów. Wydało mi się, że mało realne jest zdobycie 100 głosów w przeciągu kilkudziesięciu minut, biorąc pod uwagę konieczność rejestracji. Moim zdaniem, jedynym realnym wyjaśnieniem tej sytuacji jest założenie przez zainteresowaną osobę fikcyjnych adresów mailowych i oddawanie głosów na własne zdjęcie. Takie praktyki można by wykluczyć, gdyby organizatorzy podeszli bardziej rzetelnie do konkursu i weryfikowali  chociażby IP komputerów , z których oddawano głosy. Tego jednak nie uczyniono. Sytuacja ta wydała się niesprawiedliwa również dla mojego kolegi, który wszystkimi wątpliwościami podzielił się z organizatorami w mailu przesłanym do Akademii Burdy.

Minęło kilka tygodni – odpowiedzi brak do dzisiaj. Niemniej jednak dziękuję Panu M. za dodawanie otuchy i szczere wsparcie w realizacji celów, a także oczywiście rodzinie i wszystkim , absolutnie wszystkim znajomym, których,  jak się okazało w trakcie trwania konkursu, mam dość sporo 8-) . Półroczna prenumerata Burdy jest dla mnie mniejszą pociechą niż rzesza osób, tak szczerze kibicujących mojemu hobby.