Musztardowy płaszczyk

Doczekałam się już trzeciego płaszczyka w swojej krawieckiej karierze. Przy zakupie materiału dość długo zastanawiałam, czy wybrany przeze mnie musztardowy odcień brązu ma szansę przerodzić się w coś interesującego. Wątpliwości miałam praktycznie do samego końca. Płaszczyk nabrał uroku dopiero, gdy naszyłam ozdobne kieszenie z eko-skóry i dobrałam do niego kolorystycznie pasujący, gruby pasek.

2

Konstrukcję zapożyczyłam (a jakżeby inaczej ;) ) od mojej przyjaciółki – Burdy. Po raz kolejny przekonałam się, że szycie ubrań „wielkopowierzchniowych” jest bardzo przyjemnym zajęciem. Nie ma tu problemu z misternym szyciem, jak chociażby w przypadku kołnierzyka ze stójką lub mankietów, które są dla mnie wyjątkowo bolesne i czasochłonne. Stając od razu w swojej obronie, chcę uciąć wszelkie spekulacje, jakobym nie potrafiła sprostać tego typu wyzwaniom. Z sukcesem przeszłam przez wszystkie poziomy doskonalenia sztuki krawieckiej, jednak nie wszystkie polubiłam tak samo ;P.

Płaszczyk uszyty jest z wełnianego materiału i muszę przyznać, że nadawał się jedynie na pierwsze dni jesieni. Przy obecnej aurze jest mi już w nim za zimno i dlatego zastanawiam się nad podszyciem płaszczyka polarem tak, żeby było mięciutko i cieplutko.

Poniżej zdjęcia wykonane w uroczym pesjonacie w Istebnej.

5 4 1