Upiorny misio

Miał powstać milutki, słodziutki pluszak. Czasami jednak tak się dzieje, że wytwory naszej wyobraźni przybierając postać materialną nie zawsze są spójne z wcześniejszym zamysłem. To znaczy, tak dla jasności wspomnę, że sama byłam całkiem zadowolona ze swojego mięciutkiego stworka do chwili, kiedy siostra z dobrotliwą uprzejmością stwierdziła, że takimi misiami, to co najwyżej mogę straszyć niegrzeczne dzieci. Tę ocenę w głównej mierze zawdzięczam oczom maskotki, że niby takie upiorne… Czy ja wiem ? Biorąc na swoją obronę fakt, iż prezentowany misiaczek jest moim debiutem w szyciu pluszaków i spoglądając na niego bardziej łaskawym okiem można stwierdzić, że nie jest aż tak źle. Moim zdaniem wygląda całkiem przyzwoicie, a jeśli jednak nie, to może nawet i dobrze… Może dzięki niemu (i wielu następnym, na które już mam mnóstwo pomysłów) wyświadczam rodzicom ogromną przysługę… No niech w końcu dzieciaczki poczują odrobinę respektu i strachu. Choćby nawet przed takim niepozornym misiem ;).

1

Mini frak dla mini dżentelmena

Poniżej przedstawiam uroczego bobaska w eleganckim fraku,  który miałam zaszczyt uszyć na jego pierwsze urodzinki. Chciałam sprawdzić swoje umiejętności podczas szycia malutkiego ubranka. Sprawa nie jest jednak taka błaha, na jaką może wyglądać. Wielokrotne próby prucia i szycia na nowo nie zdołały pokonać mojej determinacji i zawziętości. Wiedziałam, że frak powstanie za wszelką cenę, nawet za cenę  użycia wszystkich znanych mi niecenzuralnych słów. Sprawę zobrazowałam dramatycznie, ale prawda jest taka, że chwile słabości zostały szybciutko wynagrodzone za sprawą niebanalnej prezencji uroczego malucha w moim autorskim projekcie.

6 7

Na samym początku praca szła bardzo sprawnie i przyjemnie. Zmodyfikowałam konstrukcję na bluzę w rozmiarze 86, dorysowując do niej jedynie kaptur. Następnie przystąpiłam do wykrojenia wszystkich części konstrukcji z dwóch różnych tkanin. Spodnią część materiału potraktowałam jak podszewkę. Zszycie wszystkich części w dwa osobne mini fraczki, a w dalszej kolejności ich połączenie, wykonałam bardzo szybko. Problem pojawił się natomiast w momencie przyszycia kaptura do całości. Można powiedzieć, że ubranko w zasadzie było już gotowe, ale  jedna kwestia nie dawała mi jednak spokoju, a mianowicie widoczny ścieg owerlokowy łączący kaptur z resztą mundurka, który odbierał mi poczucie satysfakcji z powstałego ubranka. Przeszłam kilka prób zakrycia tego mankamentu począwszy od wyprucia kaptura i przyszycia go na nowo, poprzez przyszywanie tasiemek ze skosu, a skończywszy na zowerlokowaniu go na nowo. Po długich i do tego nieudanych próbach, znalazłam się w punkcie wyjścia. Po opisanych przygodach doszłam do wniosku, że z powodu użycia dwóch dość grubych tkanin w miejscu złączenia kaptura z resztą ubranka, przeszyte są 4 warstwy materiału, co uniemożliwia naszycie tasiemki w tym miejscu. Jakby na to nie patrzeć, nauka nie poszła w las, bo następnym razem użyję cieńszego materiału służącego za podszewkę. Na koniec ozdobiłam mini fraczek srebrnymi, metalowymi zapięciami tak, aby ubranko miało szansę uchronić maluszka przed wiatrem i zimnem.

Podsumowując: mam nadzieję, że Wojtuś nie zauważy opisanego mankamentu, a otrzymany frak będzie mu służył dopóki z niego nie wyrośnie. Najważniejsze jest to, aby to elegancko wdzianko zdołało podkreślić niezwykle urzekającą naturę tego malutkiego dżentelmena :). Mam nadzieję, że cel został osiągnięty.

2 5

4  1

Bluza w kratę x 2

Szukałam materiału, który nadawałby się zarówno na odzienie damskie, jak i męskie. A to wszystko dlatego, że w głowie zrodził się pomysł, aby uszyć dwie identyczne  bluzy: w wersji damskiej dla mnie i męskiej  dla mojego chłopaka, różniące się jedynie rozmiarem. Po wcześniejszej nieudanej próbie uszycia bluz z szarej dresówki, które zanim zdążyły powstać zaczęły się mechacić i trafiły do kosza, podjęłam się raz jeszcze tego samego zadania. Tym razem do wyboru tkaniny podeszłam z większą rozwagą, decydując się na neutralny kraciasty wzór w kolorystyce szaro –granatowej. Tak to właśnie jest z tkaninami… ciężko jest doprosić się sprzedawcę o skład materiału, a i ten nie gwarantuje udanego zakupu. Wszystko to jest spowodowane brakiem uregulowań prawnych w tym zakresie. Jak się okazuje istnieje całkowita dowolność w wyborze nazwy tkaniny przez producenta, co oznacza, że mogłabym sobie wymyślić dowolny wzór i nazwać go np.: swoim nazwiskiem. Dodatkowo istnieje zasada zaokrąglania do 5% jeżeli chodzi o skład gotowego włókna, co jest równoznaczne z tym, że produkując tkaninę składająca się w 96% z bawełny, producent śmiało może napisać „100% bawełna”, gdyż ma do tego prawo i co za tym idzie, nagminnie to wykorzystuje. Wszystko to razem rodzi brak przejrzystości i wiarygodności na rynku tkanin, dając ogromną swobodę i pole do popisu producentom tkanin. Czy da się jakoś przed tym ustrzec mając pewność co do jakości zakupionego materiału?  Cena absolutnie nie jest żadnym przydatnym wskaźnikiem, a powiedziałabym nawet, że bardzo często jest wręcz odwrotnie. Sama obławiam się w zaprzyjaźnionym sklepiku, gdzie kupuję materiały w postaci tzw. kuponów, czyli niewykorzystanych resztek z droższych zakładów, z których jestem bardzo zadowolona. Wracając jednak do istoty  tematu – jest jedna niezawodna metoda, która pozwoli na sprawdzenie składu materiału, a mianowicie należy poprosić o skrawek materiału i go nadpalić. Jeżeli poczujemy zapach palonego papieru, mamy pewność, że kupujemy bawełnę. Z kolei zapach plastiku i powstała klejąca maź świadczy o włóknie syntetycznym. Natomiast palona wełna wydziela zapach palonego włosa.  Wszystkiego tego dowiedziałam się podczas długich zajęć z materiałoznawstwa, mając wrażenie, że nigdy nie będę w stanie przyswoić takiej ilości, jak wtedy mi się wydawało, zbędnej wiedzy. Życie lubi nam jednak płatać figle i na chwilę obecną chociaż nie mam odwagi buszować w sklepie z tkaninami z zapaloną zapalniczką, czuję się bardziej świadomym konsumentem i w przyszłości, jeśli zajdzie konieczność podczas np. zakupu większej ilości danego materiału,  na pewno nie dam się oszukać.

W tym wpisie chciałam zamieścić zdjęcia bluzy, a nie rozpisywać się na temat rodzajów tkanin (ilość informacji w tej dziedzinie  jest naprawdę niewyczerpana),  więc wracam do tematu wpisu.

Podczas  jednego z pięknych, iskrzących  kolorowymi  światełkami , przedświątecznych weekendów  zaprezentowaliśmy nasze bliźniacze bluzy publiczności niezwykle uroczego Torunia. Piernikowe muzeum okazało się odpowiednią scenerią do zrobienia kilku zdjęć. Zachęcam wszystkich do odwiedzin tego uroczego miejsca.

Uszycie bluzy zarówno damskiej, jak i męskiej jest stosunkowo łatwą sprawą. Nie trzeba się martwić zaszewkami, marszczeniem materiału nie tam, gdzie trzeba czy też precyzyjnym dopasowaniem ubrania do sylwetki. Z doszyciem kaptura sprawa też jest błaha. Bluzy uzupełniłam bocznymi kieszeniami z tego samego materiału, co wewnętrzna część kaptura.

Od jakiegoś czasu zdarza nam się podczas różnych okazji zakładać dwie bliźniacze bluzy, a wtedy czerpię radość z naszego wyróżniającego się wśród sklepowych ubrań partnerskiego wizerunku.

 

1 2 3 4