Bluza w kratę x 2

Szukałam materiału, który nadawałby się zarówno na odzienie damskie, jak i męskie. A to wszystko dlatego, że w głowie zrodził się pomysł, aby uszyć dwie identyczne  bluzy: w wersji damskiej dla mnie i męskiej  dla mojego chłopaka, różniące się jedynie rozmiarem. Po wcześniejszej nieudanej próbie uszycia bluz z szarej dresówki, które zanim zdążyły powstać zaczęły się mechacić i trafiły do kosza, podjęłam się raz jeszcze tego samego zadania. Tym razem do wyboru tkaniny podeszłam z większą rozwagą, decydując się na neutralny kraciasty wzór w kolorystyce szaro –granatowej. Tak to właśnie jest z tkaninami… ciężko jest doprosić się sprzedawcę o skład materiału, a i ten nie gwarantuje udanego zakupu. Wszystko to jest spowodowane brakiem uregulowań prawnych w tym zakresie. Jak się okazuje istnieje całkowita dowolność w wyborze nazwy tkaniny przez producenta, co oznacza, że mogłabym sobie wymyślić dowolny wzór i nazwać go np.: swoim nazwiskiem. Dodatkowo istnieje zasada zaokrąglania do 5% jeżeli chodzi o skład gotowego włókna, co jest równoznaczne z tym, że produkując tkaninę składająca się w 96% z bawełny, producent śmiało może napisać „100% bawełna”, gdyż ma do tego prawo i co za tym idzie, nagminnie to wykorzystuje. Wszystko to razem rodzi brak przejrzystości i wiarygodności na rynku tkanin, dając ogromną swobodę i pole do popisu producentom tkanin. Czy da się jakoś przed tym ustrzec mając pewność co do jakości zakupionego materiału?  Cena absolutnie nie jest żadnym przydatnym wskaźnikiem, a powiedziałabym nawet, że bardzo często jest wręcz odwrotnie. Sama obławiam się w zaprzyjaźnionym sklepiku, gdzie kupuję materiały w postaci tzw. kuponów, czyli niewykorzystanych resztek z droższych zakładów, z których jestem bardzo zadowolona. Wracając jednak do istoty  tematu – jest jedna niezawodna metoda, która pozwoli na sprawdzenie składu materiału, a mianowicie należy poprosić o skrawek materiału i go nadpalić. Jeżeli poczujemy zapach palonego papieru, mamy pewność, że kupujemy bawełnę. Z kolei zapach plastiku i powstała klejąca maź świadczy o włóknie syntetycznym. Natomiast palona wełna wydziela zapach palonego włosa.  Wszystkiego tego dowiedziałam się podczas długich zajęć z materiałoznawstwa, mając wrażenie, że nigdy nie będę w stanie przyswoić takiej ilości, jak wtedy mi się wydawało, zbędnej wiedzy. Życie lubi nam jednak płatać figle i na chwilę obecną chociaż nie mam odwagi buszować w sklepie z tkaninami z zapaloną zapalniczką, czuję się bardziej świadomym konsumentem i w przyszłości, jeśli zajdzie konieczność podczas np. zakupu większej ilości danego materiału,  na pewno nie dam się oszukać.

W tym wpisie chciałam zamieścić zdjęcia bluzy, a nie rozpisywać się na temat rodzajów tkanin (ilość informacji w tej dziedzinie  jest naprawdę niewyczerpana),  więc wracam do tematu wpisu.

Podczas  jednego z pięknych, iskrzących  kolorowymi  światełkami , przedświątecznych weekendów  zaprezentowaliśmy nasze bliźniacze bluzy publiczności niezwykle uroczego Torunia. Piernikowe muzeum okazało się odpowiednią scenerią do zrobienia kilku zdjęć. Zachęcam wszystkich do odwiedzin tego uroczego miejsca.

Uszycie bluzy zarówno damskiej, jak i męskiej jest stosunkowo łatwą sprawą. Nie trzeba się martwić zaszewkami, marszczeniem materiału nie tam, gdzie trzeba czy też precyzyjnym dopasowaniem ubrania do sylwetki. Z doszyciem kaptura sprawa też jest błaha. Bluzy uzupełniłam bocznymi kieszeniami z tego samego materiału, co wewnętrzna część kaptura.

Od jakiegoś czasu zdarza nam się podczas różnych okazji zakładać dwie bliźniacze bluzy, a wtedy czerpię radość z naszego wyróżniającego się wśród sklepowych ubrań partnerskiego wizerunku.

 

1 2 3 4