Zimowe ostatki

Uszyłam sobie sweterek, tak na szybko, bo i cieplejsze dni już niebawem nadejdą. Polubiłam go od razu. Jest cieplutki, ale tak umiarkowanie cieplutki.  Wprawdzie ubóstwiam sweterki wełniane czy z angory, ale nie jestem w stanie w nich chodzić przez dłuży czas, bo mam wrażenie, że po 2 godzinach dostaję hipertermii. Dlatego mój nowy, dzianinowy sweterek jest taki w sam raz, odpowiedni na wszelakie okazje. Ubieram go zarówno do pracy, jak i na zakupy, czy też popołudniowe spacery, itp.

Jeśli jest się w posiadaniu dobrze opracowanej konstrukcji  na własne wymiary, to uszycie takiego sweterka nie zajmuje dużo czasu. Dzianinę kupiłam w formie kuponu, co wystarczyło tylko na wykrojenie przodu i tyłu sweterka. Rękawy uszyłam więc z resztek dzianiny o innym kolorze. Czasami takie kombinowanie wychodzi całkiem ciekawie, a co za tym idzie, efekt końcowy jest często niespodzianką.  A takie niespodzianki, to ja zdecydowanie lubię J.

Do zaprezentowania  mojego sweterka wykorzystałam piękną scenerię Paprocańskiego Jeziora podczas weekendowego spaceru.

2 3 4

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.