Kolekcja pt.: Koszule szwagra

Męska koszula jest idealną bazą do tworzenia wielu ciekawych projektów. Ja zaczęłam od koszuli nocnej, a to dlatego, że akurat była mi potrzebna.

Już podczas szycia czułam, że mój pomysł przerodzi się w rzeczywisty sukces. Biorąc pod uwagę skład surowcowy koszuli (100% bawełny) oraz jej rozmiar (XL) wiedziałam, że bez większego wysiłku uzyskam koszulę nocną wysokiej jakości.

Koszulę męską w rozmiarze XL (tak fortunnie się składa, że w rodzinie mam akurat mężczyznę o znaczącym wzroście ;) ) porozcinałam praktycznie na wszystkich szwach. Ułaskawiłam jedynie kołnierz, stójkę i listwę, które pozostały nienaruszone. Porozcinane  rękawy, szwy boczne i poszczególne elementy dopasowałam do wykroju koszuli własnoręcznie skonstruowanym, którym posługuję się bardzo często. Muszę zresztą zaznaczyć, że na jego podstawie powstało już wiele moich ubrań. Poprzez zwężenie w talii oraz doszycie  kieszeni w kwiatuszki, koszula nabrała kobiecego i zarazem bardziej subtelnego charakteru.  W zasadzie nie mam nic więcej do dodania. Może poza tym, że po pierwszej przeróbce koszuli, nabrałam smaku na więcej i zgromadziłam już z tuzin kolejnych koszul do przeróbki.

24  1

Wiosenny powiew wiatru

W końcu i do naszego kraju zawitały ciepłe dni. Cieszę się, że po jesienno-zimowej szarówce ciepłe promyki coraz śmielej przenikają i do naszej szerokości geograficznej. Świat budzi się do życia, co słychać w porannym śpiewie ptaków i widać w przepięknie kwitnących drzewach oraz intensywnym kolorze zieleni. Wszystko to, co dzieje się wokół nas wpływa na nas optymistycznie i dodaje nam wiatru w żagle. Coraz intensywniej świecące słońce otulając nas swym ciepłem, dodaje nam energii i zachęca do działania i zmian .

Te zmiany dotyczą  również mojej szafy. Po długim zimowym letargu, podczas którego prym wiodły ciemne sweterki, długie kozaki i futerka, w końcu przyszedł czas na przewietrzenie szafy i uwolnienie jej z tej sterty futrzaków, które po łagodnej, ale długiej zimie zdążyły się opatrzyć.

Przygotowanie szafy na wiosnę rozpoczęłam od analizy typu urody, który reprezentuję. Mając do wyboru cztery typy urody: wiosnę, lato, jesień oraz zimę, a także podstawowe wyznaczniki jakimi cechuje się każdy z nich, nie miałam większego problemu z przyporządkowaniem siebie do któregoś z nich. Zachęcam każdą Panią do takiej zabawy, gdyż odnalezienie „swojej pory roku” może stać się (a wręcz powinno) sensownym wyznacznikiem podczas dobierania poszczególnych elementów garderoby. Ja, jako typowa pani jesień, na początek postawiłam na kolor szmaragdowy. Niezwykłość tkaniny, z której powstała ta elegancka koszula, nie polega jednak tylko na jej intensywnej barwie, ale również na szlachetnym rodzaju włókna, które reprezentuje, a mianowicie 100 % silk, zgodnie z informacją zawartą na pieczątce widocznej w rogu tkaniny.  Skąd tak zachwycająca tkanina? Już spieszę z wyjaśnieniem ;) : jest ona kolejnym skarbem z bogatej kolekcji tkanin, które otrzymałam jakiś czas temu i wspominałam o nich kilkakrotnie we wcześniejszych wpisach. Wrócę jeszcze do tego tematu pewnie nie raz, gdyż ciągle tkwię w fazie zachwytu czasami PRL, a z tamtych czasów pochodzą właśnie te materiały.


http://modowylifting.blog.pl/2016/02/24/odegle-niedawne-czasy/

1a 2 4a 5 1 Czytaj dalej

Centrum przemysłu włokienniczego

Jakiś czas temu odwiedziłam Łódź. Już od dłuższego czasu nosiłam się z tym zamiarem, aż w końcu przedłużony weekend stał się idealną okazją do zrealizowania swoich planów. Dodatkową zachętą były liczne informacje o tym miejscu, jakie przedstawiła Pani  Boćkowska  w swojej  książce „To nie są moje wielbłądy”. Łódź jako jedno z najprężniej działających  pod względem przemysłu włókienniczego  miast czasów PRL, miejsce twórczości wielu znakomitych projektantów, a także siedziba przeróżnych laboratoriów związanych z przemysłem odzieżowym (niektóre z nich działają do dziś), nie mogło zostać pominięte w moim osobistym poznawaniu nieograniczonego w swej materii świata mody i krawiectwa.

4 5 6 7 2 3 Czytaj dalej

Egzotyczne wdzianko

To już ostatni element karaibskiej przygody. Niestety jak wszystkie cudowne chwile w życiu, tak i mój urlop minął zbyt szybko. Jednak to, co przeżyliśmy na zawsze pozostanie w naszej pamięci, wzbogacając nas w nowe doświadczenia.

Na zakończenie kolekcji pt.:  „Urlop w tropikach” prezentuję prostą sukienkę z kolorowego, lnianego materiału. Poniższy projekt łączy się dodatkowo z tematem, który poruszyłam na swoim blogu, prezentując materiały z czasów PRL. Tkanina, z której powstała poniższa sukienka pochodzi z tego właśnie zbioru. Nosząc się z zamiarem wyszycia trzech kartonów tkanin, które od 30-40 lat zalegały w szafie, tym oto projektem zapoczątkowałam realizację swojego planu. Materiał pomimo wieloletniego przechowywania okazał się pełnowartościowy, a tworzenie z niego ubrania było bardzo przyjemne.

1 9Muszę się jednak przyznać do złamania zwyczajowych zasad, którymi kieruję się podczas szycia, a mianowicie dokładności konstrukcji i solidnego wykończenia detali projektu. Wszystko to tłumaczę bardzo ograniczonym czasem, jakim dysponowałam przed wyjazdem. Sukienka powstała na podstawie zmodyfikowanego wykroju sweterka, który przedłużyłam, pogłębiłam o dekolt, a na sam koniec, chcąc zaradzić opadającym rękawom, uzupełniłam o pasek podtrzymujący tył i ramiona sukienki. Można powiedzieć, że szycie przebiegło na zasadzie operacji na żywym organizmie, czyli jak coś układało się nie tak, to zaznaczałam szpilkami i doszywałam np. zaszewki z tyłu sukienki. Te subtelne modyfikacje spowodowały, że sukienka lepiej się układa, a co za tym idzie, nie przypomina już bezkształtnego worka.

Czarny len, pokolorowany licznymi egzotycznymi kwiatami i motylami spodobał się mieszkańcom dominikańskiego oceanarium. Poniżej prezentuję kilka zdjęć z tego urokliwego miejsca.

4 8 6