Wystawa zdjęc Marylin Monroe i Marlene Dietrich

Na wstępie chcę zachęcić wybierających się do Wrocławia, aby przy okazji wstąpić do Hali Stulecia, gdzie znajduje się wystawa zdjęć Normy Jeane Mortenson znanej bardziej wszystkim jako Marylin Monroe oraz Marleny Dietrich w obiektywnie słynnego fotografa Miltona H. Greene’a. Jeśli jednak ktoś jest miłośnikiem jednej, bądź też obu naraz tak wyśmienitych sław, może wybrać się na ową wystawę specjalnie. Fotografie będą dostępne dla zwiedzających do 10 sierpnia bieżącego roku. Każdy zainteresowany wystawą odbierze ją w inny sposób i według siebie oceni, czy było warto.

Mnie wystawa zwabiła na samym wstępie magnetyzmem nazwisk jej bohaterek, a w dalszej kolejności świadomością ich nieocenionego wkładu w świat mody i sztuki. Uznałam, że warto wykorzystać nadarzającą się okazję i prześledzić te niezwykłe zdjęcia z własnej perspektywy. Zdarzyło mi się już  tworzyć, będąc „pod wpływem” charyzmatycznej Marleny  Dietrich. Wtedy rezultatem tej inspiracji stały się moje pierwsze spodnie, jakie uszyłam, a które ubieram tylko na wyjątkowe okazje.

Poniżej link do zdjęć w moich spodniach marlenach:
http://modowylifting.blog.pl/2014/09/03/stylizacja-a-la-marlene-dietrich/

Czy to nowe, bliższe spotkanie z M&M również zaowocuje nowym projektem, okaże się w najbliższym czasie.

To, że na wystawie pojawiłam  się w bluzeczce,  która wyszła z mojej malutkiej pracowni krawieckiej, nie jest oczywiście przypadkiem.  Uszycie bluzeczki zajęło mi niewiele czasu. Składa się ona z dwóch części (przód i tył), które odrysowałam od innej bluzki na ramiączkach, a na sam koniec dodałam falbanę  wyciętą  z półkola, która luźna opada na ramiona. Tak więc poniżej umieszczam kilka zdjęć  mojego nowego projektu podczas podziwiania biało- czarnej, tajemniczej wystawy Marylin i Marleny. Moje zdjęcia z kolei w obiektywie jeszcze mało znanego, ale kto wie co czas pokaże, fotografa  TL ;)

32 1

Koszula oversize

Co tu dużo pisać? Natchnienia do pisania brak, a pragnienie pokazania nowego nabytku zbyt silne, aby je poskromić. Dlatego tym razem wbrew obowiązującym regułom na tym oto blogu, bez zbędnych ceregieli, przedstawiam Państwu moją nową koszulę oversize, która przez co niektórych, przyjaźnie nastawionych do mojej twórczości znajomych, nazwana została piżamą. Jak dla mnie, może być i piżama :). Koszula, póki co odnalazła zastosowanie jako odzienie dzienne, ale jak mi się znudzi, kto wie, co będzie ;) .

Konstrukcję koszuli mam już od dawna opracowaną i tym razem należało ją jedynie powiększyć. Starałam się, żeby stopniowanie szablonu wykonać równomiernie tak, aby uniknąć późniejszych problemów związanych z chociażby wszyciem rękawów. Tył wydłużyłam w stosunku do przodu, a dolne części boków pozostawiłam niezszyte. Prosty fason koszuli uzupełniłam jedynie stójką,  rezygnując tym samym z kołnierza. Tkanina to oczywiście bawełna. Na koniec dodałam malutkie guziczki i voila! Koszula gotowa do noszenia.

Zdjęcia wykonano na terenie nowego (od roku) obiektu turystycznego obejmującego centrum kongresowe, NOSPR i Muzeum Śląskie w Katowicach. Miejsce interesujące ze względu na odbywające się w nim wydarzenia, przyjazne kawiarenki oraz piękno architektury, które za każdym razem cieszy oko na nowo. Jakże mogłam zapomnieć (?!)- przy NOSPRRZE działa również kino pod gwiazdami, zresztą z bardzo dobrym repertuarem.

1 4 5 10 9

Kojąca lekkość lnu

Dopiero na zdjęciach zauważyłam, że nowo powstała sukienka jest w identycznym kolorze, co moje oczy. Nie był to zabieg celowy i przemyślany, a jedynie zwyczajny zbieg okoliczności. Dzięki temu korzystnemu przypadkowi, moja nowa sukienka cieszy mnie podwójnie.
W życiu każdej kobiety przychodzi taki czas, gdy stwierdzamy, że nie mamy co na siebie włożyć. Niestety i mnie ten stan dopada, i to z niepokojąco dużą częstotliwością :lol: . Wtedy wiem, że już najwyższy czas, żeby usiąść przy mojej ulubionej maszynie. W zasadzie brzmi to odrobinę nieprawdziwie, gdyż maszynę chowam od wielkiego dzwonu (dwa razy do roku) i pomijając wyjazdy różnego rodzaju, w zasadzie zasiadam do niej przy każdej nadarzającej się okazji. Cieszę się, że mam taką możliwość i dlatego nieustannie z niej korzystam. Nie tracę czasu na poszukiwanie odpowiedniego kroju, bo zwykle mam już w głowie listę pożądanych modeli, których brakuje w mojej garderobie.
Tym razem uznałam, że takiej właśnie sukienki zdecydowanie było mi trzeba. Krój, tkanina i kolorystyka sprawdzają się idealnie nawet w te upalne, letnie dni. A to wszystko za sprawą naturalnego lnu, którego użyłam do uszycia sukienki. Tkaninę tę zaczerpnęłam z ciągle bogatych zbiorów tkanin z czasów PRL, jakie posiadam. Nowych materiałów staram się kupować jak najmniej tak, aby wykorzystać te, które otrzymałam albo w przypływie nadmiernego entuzjazmu kupiłam na zapas. Kolejny więc ciuszek mogę zaliczyć do kolekcji pt. „Materiały z czasów PRL”. Biorąc po uwagę pojemność pudełek z materiałami na mojej szafie, ze spokojem mogę stwierdzić, iż fascynacja „tamtą epoką” w mojej twórczości tak szybko się nie skończy.

http://modowylifting.blog.pl/2016/02/24/odegle-niedawne-czasy/

2 3 4

7

6

Czytaj dalej