Christmas time

U mnie czas świątecznych przygotowań jak jeszcze nigdy w moim życiu, rozpoczął się już 2 tygodnie temu, co daje mi dużą szansę na realizację wszystkich ręcznie robionych prezentów terminowo. Czy egzamin zaliczyłam, okaże się już za trochę ponad 2 tygodnie.  Okres świąteczny to nie tylko wieczór wigilijny, ale również czas adwentu, kiedy to dokładamy wszelkich starań, aby  uczynić nasze święta wyjątkowymi. Okazji do kupienia nowych ozdób świątecznych jest mnóstwo,  na każdym kroku mijamy pięknie migoczące ozdoby, ale czy nie lepiej posiedzieć odrobinę z nożyczkami, klejem (w moim przypadku maszyną) i przedłużyć żywotność dekoracji z poprzednich lat? Uważam, że im mniej, tym ładniej, dlatego zamiast zasypywać nasze domy i mieszkania nowymi dekoracjami, lepiej wyczarować coś z niczego.

Jakby nie patrzeć okazji do spędzenia wielu godzin przy maszynie w okresie przedświątecznym jest sporo i tylko dobre chęci oraz niesłabnący zapał są konieczne do realizacji wszystkich naszych planów.

W pierwszej kolejności zainwestowałam  w mikołajkowe skarpety tak, żeby żadne dziecko nie martwiło  się o marznące stopy brzuchatego pana z brodą. Okazało się, że idealna do uszycia skarpet jest czerwona męska koszula. Jak to dobrze mieć tak wysokiego szwagra. Tylko żeby nie było, w ogóle fajnie jest mieć szwagra, ale takiego wysokiego, noszącego duże koszule to radość podwójna :). Już kiedyś zamieszczałam wpis o piżamce uszytej właśnie z takiej koszuli, a później uszyłam dla siebie białą  koszulę z gumką na dole (wpisu jednak póki co brak). Natomiast teraz, w szale przygotowywania ręcznych podarków świątecznych, wpadłam na pomysł wykorzystania czerwonej, męskiej koszuli,a w szczególności jej walorów (kieszenie, listewka z zapięciem), do stworzenia skarpety Mikołaja. Efekty prezentuję poniżej.  Dominik (syn owego szwagra i oczywiście mojej siostry ;) )oraz malutki Wojtuś, z pewnością uradowali się z milutkiego mikołajowego podarku. A jakby nie było, koszula wróciła do domu właściciela, wprawdzie w lekko odmiennej postaci, ale łatwo dostrzec jej wcześniejsze „oblicze”. Do kompletu powstały również woreczki mikołajowe z tkaniny, którą otrzymałam od Ani, koleżanki z pracy. Przyozdobiłam je jedynie wstążeczkami oraz dużymi guzikami, których u mnie pod dostatkiem (również będące pamiątką z dawnych czasów, choćby po babci mojej bratowej). Wygląda na to, że magazynując i kompletując elementy krawieckie z różnych źródeł, nadaję im zupełnie nowe życie, a jednocześnie chronię te wszytskie skarby przed zapomnieniem, gdzie w wielu przypadkach byłyby jedynie kurzołapami.

No nic, koniec rozmyślań na dzisiaj. Do świąt mamy jeszcze dwa tygodnie, a wszystkie pomysły aż ciężko zliczyć.

1 2 3 4 5 6 7 8

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.