Święta, święta i po świętach

… a ja aż do dnia dzisiejszego nie znalazłam czasu, aby opublikować odzienie, którym przystroiłam samą siebie podczas tych pięknych, magicznych chwil. Aż trudno uwierzyć jak ten czas biegnie… Dobrze jednak, że czasami możemy wrócić do zdjęć, które przypominają nam o tym, czym jeszcze niedawno żyliśmy i pomagają nam na nowo wyostrzyć obraz tamtych chwil w naszej pamięci.

Ja przy szyciu tej żółtej (albo raczej musztardowej) sukienki przeniosłam się w czasie aż o 20 lat. A to wszystko za sprawą mojej bezcennej, szyciowej towarzyszki Burdy. Aż trudno uwierzyć, że niektóre kroje, tkaniny, czy stylizacje pozostają na czasie przez wiele lat. Dbanie o uniwersalizm garderoby sporządzany na zasadzie dopasowania do własnego typu urody i sylwetki jest niezwykle cenną umiejętnością i daje nam pewność posiadania odpowiedniego stroju na każdą okazję. To właśnie dlatego ten oto wykrój zaczerpnięty z Burdy z roku 1995 będzię również i dzisiaj na czasie. Spodobały mi się w nim trójkątne cięcia materiału z przodu i tyłu sukienki, a sterczące na przodzie falbanki to już przejaw mojej własnej inwencji. Tkanina też pamięta czasy poprzedniego wieku, a to dlatego, że pochodzi z tego samego żródła, co stare wydanie Burdy.

Króciutka wełniana sukienka prezentowała się należycie dostojnie w towarzystwie migoczących światełek choinki.

3 4 1 2

3 Komentarze

  1. Świetna stylizacja. Podoba mi się, że ta sukienka jest taka nieoczywista. Niby prosta, a tu z przodu falbanka. Kolor ładnie kontrastuje z Pani szminką:)
    Pozdrawiam serdecznie
    polka-dots.pl

    • Dziękuję za docenienie trudy, który włożyłam w uszycie ten sukienki :) . dla Pani również radości szycia :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.