Kraj lat dziecinnych

4

Leniwe, wakacyjne dni spędzone w towarzystwie kuzynek, na zawsze pozostaną w mej pamięci. Długie dni wypełnione licznymi zabawami są jednocześnie odległym wspomnieniem i zarazem niedawną przeszłością. Organizowane pokazy mody, plecenie wianków z polnych kwiatów w promieniach letniego słońca czy budowanie leśnych szałasów były dla nas najwspanialszymi formami rozrywki. Wakacyjna sielanka była niczym bajkowa opowieść i tylko groźni leśni piraci byli w stanie ją zakłócić.

Niestety wszystko to jest już przeszłością i nie wróci jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. Można jednak te wszystkie dziecięce wspomnienia pielęgnować i nie pozwolić im odejść na zawsze. Niedawne spotkanie w gronie rodziny spowodowało, że wspomnienia z dzieciństwa odżyły. Kraina, która niegdyś była świadkiem dziecięcych przygód, ukazała mi się w zupełnie innym świetle. Rzeka, która niegdyś wydawała się rwącym i dzikim kąpieliskiem, tak bardzo oddalonym od domu babci, dzisiaj jest płytkim i łagodnym potokiem, mieszczącym się zaledwie parę kroków od rodzinnych zabudowań. Krajobraz pozostał ten sam, jednak oczami dziecka widziało się otoczenie z zupełnie innej perspektywy. Możliwość doświadczenia wszystkiego na nowo 20 lat później była dla mnie miłym przeżyciem. Moje kuzynki, towarzyszki dziecięcych zabaw, podobnie jak inne elementy obrazów z dzieciństwa, nieco się zmieniły, ale przecież noszą w sobie te sama wspomnienia, będące wspólną częścią nas samych, częścią naszej tożsamości. Bardzo miło było mi was wszystkich zobaczyć, porozmawiać, pobyć razem.

Przedstawiam kilka zdjęć mojej nowo uszytej sukienki, wykonanych w miejscu, które stanowiło scenerię tych wszystkich dziecięcych zabaw. Wykrój zaczerpnęłam oczywiście z Burdy, a tkanina jak w większość moich zbiorów, pochodzi  z otrzymanych już jakiś czas temu podarków. Praca nad sukienką przysporzyła mi nieco trudności, gdyż szycie z tak cienkich tkanin powoduje ich ciągłe przesuwanie się, dlatego konieczna jest nieustanna kontrola symetryczności poszczególnych elementów wykroju. Było pod górkę, ale ostatecznie wyszło całkiem przyzwoicie. Myślę, że ciekawy wzór tkaniny oraz długi, romantyczny krój doskonale współgrają z sielskim krajobrazem.

Dzięki życzliwości naszego wujka i cioci mieliśmy przyjemność zasiąść do wspólnego stołu w odrestaurowanych wnętrzach. To oni zadbali o to, aby babcine dziedzictwo nie popadło w ruinę. Stało się wręcz przeciwnie. Zabudowania stały się przytulnym gniazdkiem dla spragnionych sielskiego wypoczynku i wiejskich aktywności odwiedzających. Ranczo nad rzeką w Starych Budkowicach, to dzisiejsza nazwa babcinych zabudowań, które miało szansę powstać dzięki ciężkiej pracy wujostwa. Właśnie za to dzisiaj, spotykając się w tak licznym gronie, możemy im być bardzo wdzięczni. A babcia? No cóż…Z pewnością byłaby dumna widząc nas wszystkich razem tak radośnie świętujących.

 56 3 2 1