Zapach Świąt

1 2

6

Wzrusza mnie czas świątecznych przygotowań.  A to dlatego, że raz w roku można poświecić się zajęciom, na które zwykle brakuje nam czasu. Jest taka reklama w radiu, w której znany prezenter wymienia ile to mamy obowiązków każdego dnia i jak z tym wszystkim zdążyć, a na koniec dodaje, że tak już jest i nie ma co tego przeżywać, bo to się na pewno nie zmieni. Właśnie tak należy podchodzić do tego ogromu spraw, które należy załatwić przed świętami, bo czego byśmy nie zrobili, to i tak czasu będzie za mało, bo na chwilę przed uroczystą wigilią przypomni nam się pewnie, że o czymś zapomnieliśmy. Ale to nie powinno być powodem do zmartwień. Oznacza to po prostu, że dążymy do perfekcji i chcemy od życia odrobinę więcej, niż przeciętne minimum, dające poczucie mało zadowalającego spokoju ducha. Ja wolę odrobinę stymulującej adrenaliny, pozwalającej wycisnąć z naszego organizmu siły, o których nie mieliśmy pojęcia.

Ja wyciskam i wyciskam tyle, ile tylko się da. Przestałam już kontrolować sytuację związaną z produkcją woreczków zapachowych. Nie wiem ile ich powstało, ale myślę, że dojdę do jakiejś magicznej dwucyfrowej liczby z piątką z przodu. Woreczki wypełnione są aromatycznymi ziarnami kawy, skropione naturalnym olejkiem eterycznym o magicznym zapachu cynamonu. Jak upajający zapach wywietrzeje, wystarczy tylko na nowo skropić woreczek kilkoma kroplami olejku i magia powróci. Do tego każdy z osobna staram się ozdobić, aby nadać im indywidualny charakter.

Do tego jakiś czas temu przygotowałam również nalewkę limonkową, którą byłam „zmuszona” zrobić tak, aby nie zmarnować limonek, które otrzymałam od sąsiadki. Na początku nie wiedziałam co z nimi zrobić, ale później ten genialny pomysł zrodził się w mojej głowie. Do tego kilka limonek ususzyłam, w Ikei i Pepco dokupiłam butelki i teraz mogę obdarowywać bliskich kolejnym własnoręcznie zrobionym prezentem.

I co jeszcze? Są jeszcze koszyczki na pieczywo dla mojej siostry, która w pieczeniu bułeczek i chlebków doszła do perfekcji na miarę wykwalifikowanego piekarza. Póki co tyle prezentów z duszą QRC, no ale przecież został jeszcze jeden dzień do świąt ;P.

U nas pachnąca choinka już stoi, pierniczki gotowe, tak więc pierwsza gwiazdko przybywaj :).

4a 5

Christmas time

U mnie czas świątecznych przygotowań jak jeszcze nigdy w moim życiu, rozpoczął się już 2 tygodnie temu, co daje mi dużą szansę na realizację wszystkich ręcznie robionych prezentów terminowo. Czy egzamin zaliczyłam, okaże się już za trochę ponad 2 tygodnie.  Okres świąteczny to nie tylko wieczór wigilijny, ale również czas adwentu, kiedy to dokładamy wszelkich starań, aby  uczynić nasze święta wyjątkowymi. Okazji do kupienia nowych ozdób świątecznych jest mnóstwo,  na każdym kroku mijamy pięknie migoczące ozdoby, ale czy nie lepiej posiedzieć odrobinę z nożyczkami, klejem (w moim przypadku maszyną) i przedłużyć żywotność dekoracji z poprzednich lat? Uważam, że im mniej, tym ładniej, dlatego zamiast zasypywać nasze domy i mieszkania nowymi dekoracjami, lepiej wyczarować coś z niczego.

Jakby nie patrzeć okazji do spędzenia wielu godzin przy maszynie w okresie przedświątecznym jest sporo i tylko dobre chęci oraz niesłabnący zapał są konieczne do realizacji wszystkich naszych planów.

W pierwszej kolejności zainwestowałam  w mikołajkowe skarpety tak, żeby żadne dziecko nie martwiło  się o marznące stopy brzuchatego pana z brodą. Okazało się, że idealna do uszycia skarpet jest czerwona męska koszula. Jak to dobrze mieć tak wysokiego szwagra. Tylko żeby nie było, w ogóle fajnie jest mieć szwagra, ale takiego wysokiego, noszącego duże koszule to radość podwójna :). Już kiedyś zamieszczałam wpis o piżamce uszytej właśnie z takiej koszuli, a później uszyłam dla siebie białą  koszulę z gumką na dole (wpisu jednak póki co brak). Natomiast teraz, w szale przygotowywania ręcznych podarków świątecznych, wpadłam na pomysł wykorzystania czerwonej, męskiej koszuli,a w szczególności jej walorów (kieszenie, listewka z zapięciem), do stworzenia skarpety Mikołaja. Efekty prezentuję poniżej.  Dominik (syn owego szwagra i oczywiście mojej siostry ;) )oraz malutki Wojtuś, z pewnością uradowali się z milutkiego mikołajowego podarku. A jakby nie było, koszula wróciła do domu właściciela, wprawdzie w lekko odmiennej postaci, ale łatwo dostrzec jej wcześniejsze „oblicze”. Do kompletu powstały również woreczki mikołajowe z tkaniny, którą otrzymałam od Ani, koleżanki z pracy. Przyozdobiłam je jedynie wstążeczkami oraz dużymi guzikami, których u mnie pod dostatkiem (również będące pamiątką z dawnych czasów, choćby po babci mojej bratowej). Wygląda na to, że magazynując i kompletując elementy krawieckie z różnych źródeł, nadaję im zupełnie nowe życie, a jednocześnie chronię te wszytskie skarby przed zapomnieniem, gdzie w wielu przypadkach byłyby jedynie kurzołapami.

No nic, koniec rozmyślań na dzisiaj. Do świąt mamy jeszcze dwa tygodnie, a wszystkie pomysły aż ciężko zliczyć.

1 2 3 4 5 6 7 8

Prezent urodzinowy

3 1 2Dużą przyjemność sprawia mi to, że szycie stało się wartością nie tylko dla mnie samej, ale coraz częściej również dla najbliższych mi osób.

To, że ja uszyję coś dla siebie w odpowiedzi na pojawiające się okoliczności w moim życiu, jest już oczywiste i mało ekscytujące. Uszycie zaś czegoś dla bliskiej osoby, jest dla mnie swego rodzaju próbą, czy nawet wyzwaniem. Ocenie podlega wtedy moja własna interpretacja mody, która niekoniecznie musi się spotkać z akceptacją przyjaciół i mówiąc wprost – nie musi się podobać.

Póki co, doświadczyłam jednak samych pozytywnych odbiorów moich własnoręcznych prezentów i mam nadzieję, że nie jest to wynikiem jedynie uprzejmości moich znajomych.

Zachwyt bliskiej osoby wynikający z podarowania jej własnoręcznie wykonanego prezentu w akompaniamencie słów: „jakie to piękne, nikt nigdy nic dla mnie nie uszył”, jest wyjątkową chwilą i pozostaje w pamięci przez długi czas. Taką radość wyraziła podczas swojego przyjęcia urodzinowego moja przyjaciółka Karolina.

A to, że prezent rzeczywiście trafił w wykwintny gust artystycznej osobowości bardzo uzdolnionej solenizantki, można łatwo wyczytać z poniższych zdjęć.

Płaszczyk uszyłam z wykroju odnalezionego w Burdzie Vintage z 2015 roku, z której wcześniej skradłam już pomysł na mój elegancki żakiecik:


http://modowylifting.blog.pl/2015/04/13/szykowny-komplecik/

Chciałam jednak, aby koleżanka otrzymała coś bardziej praktycznego i dlatego też ostatecznie wydłużyłam wykrój, dzięki czemu powstała narzutka. Wykrój prosty, urozmaicony jednak zakładkami na linii barków, nadający płaszczykowi bardziej ekstrawaganckiego charakteru. Dzięki zakładkom uzyskuje się efekt obszerności czy wielowymiarowości kroju, który w połączeniu z drobną sylwetką koleżanki tworzy nonszalanckie połączenie. Tkanina również nie należy do jednokolorowych, typowych szaraczków. Intesywne kolory oraz ciekawy wzór dodały pazura temu krojowi. W zasadzie charakternej solenizantce pazura dodawać nie trzeba, ale konieczne jednak było podkreślenie jej niebanalnej osobowości. Zadanie nie należało do kategorii łatwych, ale mam jednak nadzieję, że płaszczyk posłuży Karolinie w dalszych etapach poszerzania jej artystycznych zainteresowań, a tych jakby nie patrzeć jest już sporo.

4  5 1 2

Upajająca moc zapachów

3 1 2chanel no5

Choruję na dziwną przypadłość, która objawia się tym, że jak się uprę na jakiś temat, to morduję go do upadłego.
Ostatnio ogarnęła mnie mania zapachów. Zioła, olejki eteryczne, perfumy. Do tego tajemnicza i ekscytująca książka pt.: „Sekretne życie Chanel No 5”, która uświadamia jak złożonym i skomplikowanym procesem jest produkcja perfum.
Uprawy lawendy, róż, jaśminu w połączeniu z syntetycznymi (ale nie sztucznymi) aldehydami przedstawione w książce tworzą piękną historię. Coco Chanel No. 5 najłatwiej opisuje jedno określenie: UNIKATOWOŚĆ. Nie może być inaczej w przypadku perfum, których jeden flakonik sprzedaje się co 30 sekund. Więcej szczegółów nie zdradzę. Kogo ciekawi ten temat, koniecznie musi sięgnąć po tę lekturę.

Zapachy zmieniły moje otoczenia.
Domki zapachowe z olejkami eterycznymi wypełniły moje mieszkanie, zaś woreczki zapachowe z lawendą zdobią otoczenie.
Wybór zapachów olejków eterycznych jest tak duży, że z pewnością każdy znajdzie „swój” zapach, który nim zawładnie i pobudzi zmysły.
Przy ich wyborze ważne jest jedno, a mianowicie należy kupować tylko i wyłącznie te naturalne, bez sztucznych dodatków. Najlepiej zakupić je w sklepach zielarskich.

U mnie króluje lawenda, gardenia i cynamon. Absolutny prym wiedzie jednak ten jeden jedyny, którego ubóstwiam i stosuję tylko na wyjątkowe okazje. Jest nim korzenno- cynamonowy olejek z mojej ulubionej Mydlarni u Franciszka, który otrzymałam w prezencie. Tyle na początek. Zapachów z pewnością będzie przybywało.

Zdjęcie przedstawiają rezultat mojego zapachowego szaleństwa, czyli całą gromadę woreczków uszytych z resztek lnianych i bawełnianych ścinek wypełnionych lawendą. W tym miejscu dziękuję pewnej Pani za bogaty bukiet suszonej lawendy, który mi podarowała. Część znajomych już została obdarowana woreczkami. A że rodzina i znajomi stanowią dość liczny zbiór więc produkcja ciągle trwa :).

 

PS Aaa, zapomniałabym! Czy widzicie te drewniane, śliczne króliczki??? To z kolei z kolekcji mojego brata, które sam wykonał  :). Dostałam je na święta Wielkanocne, u mnie jednak stanowią element wystroju całorocznego ;)

Mini frak dla mini dżentelmena

Poniżej przedstawiam uroczego bobaska w eleganckim fraku,  który miałam zaszczyt uszyć na jego pierwsze urodzinki. Chciałam sprawdzić swoje umiejętności podczas szycia malutkiego ubranka. Sprawa nie jest jednak taka błaha, na jaką może wyglądać. Wielokrotne próby prucia i szycia na nowo nie zdołały pokonać mojej determinacji i zawziętości. Wiedziałam, że frak powstanie za wszelką cenę, nawet za cenę  użycia wszystkich znanych mi niecenzuralnych słów. Sprawę zobrazowałam dramatycznie, ale prawda jest taka, że chwile słabości zostały szybciutko wynagrodzone za sprawą niebanalnej prezencji uroczego malucha w moim autorskim projekcie.

6 7

Na samym początku praca szła bardzo sprawnie i przyjemnie. Zmodyfikowałam konstrukcję na bluzę w rozmiarze 86, dorysowując do niej jedynie kaptur. Następnie przystąpiłam do wykrojenia wszystkich części konstrukcji z dwóch różnych tkanin. Spodnią część materiału potraktowałam jak podszewkę. Zszycie wszystkich części w dwa osobne mini fraczki, a w dalszej kolejności ich połączenie, wykonałam bardzo szybko. Problem pojawił się natomiast w momencie przyszycia kaptura do całości. Można powiedzieć, że ubranko w zasadzie było już gotowe, ale  jedna kwestia nie dawała mi jednak spokoju, a mianowicie widoczny ścieg owerlokowy łączący kaptur z resztą mundurka, który odbierał mi poczucie satysfakcji z powstałego ubranka. Przeszłam kilka prób zakrycia tego mankamentu począwszy od wyprucia kaptura i przyszycia go na nowo, poprzez przyszywanie tasiemek ze skosu, a skończywszy na zowerlokowaniu go na nowo. Po długich i do tego nieudanych próbach, znalazłam się w punkcie wyjścia. Po opisanych przygodach doszłam do wniosku, że z powodu użycia dwóch dość grubych tkanin w miejscu złączenia kaptura z resztą ubranka, przeszyte są 4 warstwy materiału, co uniemożliwia naszycie tasiemki w tym miejscu. Jakby na to nie patrzeć, nauka nie poszła w las, bo następnym razem użyję cieńszego materiału służącego za podszewkę. Na koniec ozdobiłam mini fraczek srebrnymi, metalowymi zapięciami tak, aby ubranko miało szansę uchronić maluszka przed wiatrem i zimnem.

Podsumowując: mam nadzieję, że Wojtuś nie zauważy opisanego mankamentu, a otrzymany frak będzie mu służył dopóki z niego nie wyrośnie. Najważniejsze jest to, aby to elegancko wdzianko zdołało podkreślić niezwykle urzekającą naturę tego malutkiego dżentelmena :). Mam nadzieję, że cel został osiągnięty.

2 5

4  1