Wyprzedaż

szafaJakiś czas temu miała miejsce taka sytuacja: wchodzę do pracy po raz n-ty w świeżo uszytej sukience. Na to moja koleżanka zza biurka : Iza, czy ty mieszkasz w garderobie?!” . :lol: . Biorąc pod uwagę rozmiary mojego poprzedniego mieszkania oraz ilość tworzących się w jego zaciszu nowych projektów, najprościej w taki sposób można było sprawę zobrazować. Aby moje nowe gniazdko nie przybrało wizerunku swojego poprzednika, postanowiłam jakoś temu zaradzić. W związku z brakiem zahamowań przed tworzeniem nowych projektów i ograniczonym miejscem na ich przechowywanie chętnie zgodzę się  na zmianę właścicielki niektórych z nich. Wszystkie ubrania są w rozmiarze 34. W przypadku zainteresowania którymś z moich projektów, proszę o wysłanie maila na: modowylifting@gmail.com.

Bo TAK

Nie będę oryginalna . Mój blog powstał z zamiłowania do szycia, z ciągłej potrzeby tworzenia czegoś nowego, z nadpobudliwości objawiającej się ciągłą obsesją urealniania kłębiących się w głowie pomysłów, z przekonania o braku odpowiednich ubrań w mojej pękającej w szwach szafie, ale również z chęci obdarowywania najbliższych wyjątkowymi podarkami przy różnych nadarzających się okazjach… Może i prozaiczne, ale tak właśnie jest.

Kiedy odnajduję więcej czasu i zasypuję swoje maleńkie mieszkanie (od niedawna już trochę większe ;) ) stertą materiałów, nici, przyborów krawieckich, całkowicie oddaję się twórczej pasji tworzenia. Wtedy brakuje mi czasu na relacjonowanie tego, co powstaje. Dopiero, jak oderwę się na chwilę od maszyny, okazuje się, że przez ostatni czas urzeczywistniłam kilka ze swoich najświeższych wizji. Nastał więc czas na flesze i ten moment mojej szyciowej namiętności też bardzo lubię

Niepokojący w tym wszystkim jest fakt, że po kilkudniowej przerwie od maszyny czuję się jak narkoman na detoksie. Skłonność do wypisania urlopu wypoczynkowego z pracy na rzecz sprawienia sobie nowego fatałaszka, jest mniej niepokojącym objawem.

I po co to wszystko? Nie prościej, a może i taniej byłoby iść i kupić? Już teraz się nad tym nie zastanawiam, nie staram się też usprawiedliwiać ani przed sobą, ani przed innymi. Wiem, że uczucie zadowolenia, spełnienia i satysfakcji, które daje mi szycie, są wystarczającym argumentem. Wcześniej nawet nie podejrzewałam siebie o jakiekolowiek zdolności. Przypadek sprawił, że zaczęłam szyć. Teraz świadomość, że moje umiejętności z miesiąca na miesiąc wzrastają, czego dowód daję na swoim blogu podejmując ciągle śmielsze wyzwania, sprawia, że wiele rzeczy można mnie pozbawić, ale… maszyny już nigdy nie oddam !!!