No i jak Wam mam podziękować, no jak???

5 Od samego początku nie było ze mną łatwo. Upierałam się jak dziki osioł, że żadnego wieczoru panieńskiego, to ja absolutnie nie chcę. Różowe wstążki, drinki, kuse spódniczki i dzikie pląsy do samego rana? To dla mnie żadna przyjemność. Dostało się szczególnie mojej młodszej, Bogu ducha winnej siostrze, które wielokrotnie słyszała zdanie…. „ Czy Ty nie rozumiesz, że ja nie chcę”. Jej cierpliwość też jednak w końcu się skończyła, po czym krótko skwitowała: „Czy Ciebie ktoś pyta w ogóle o zdanie? Masz siedzieć cicho i robić co Ci każemy” ;). Młodsza, ale zawsze się jej słuchałam, więc i tym razem nie mogło być inaczej.

Żadnych atrybutów wieczoru panieńskiego, które wyżej opisałam nie było. Nie było nawet najmniejszej szansy na ich pojawienie. Bo jeśli taki dzień spędza się w gronie osób w większości znanych od dziecka, to nie ma możliwości, aby doszło do jakiegokolwiek nieporozumienia.

Moje  przyjaciółki przeniknęły mą duszę na wskroś i doskonale wiedziały, co jest w mi w tym czasie najbardziej potrzebne, a mianowicie masaż, relaks, dobre wino, a w szczególności  nocne rozmowy z tak otwartymi, życzliwymi i ciepłymi osobami, jakimi właśnie one są.

Dlaczego wspominam o tym wszystkim na moim blogu szyciowym? A no właśnie dlatego, że od samego początku czekała na mnie niespodzianka. Wszystkie dziewczyny ubrały się w podarowane im kiedyś, przy różnych okazjach, moje własne uszytki ;). Ach, jakaż rozkosz mnie ogarnęła w tym momencie. To wszystko ja uszyłam?! Od razu przeprosiłam Anie i Dominikę za tak niewyjściowe prezenty. Obiecałam też poprawić się na przyszłość…

3 4 1 2

Teraz, gdy upłynęło trochę czasu czuję ogromną radość, że to wszystko jednak się odbyło i że życie daje mi tyle powodów, aby być wdzięcznym za to, jakich ludzi mam wokół siebie.

A zatem Anno, Dominiko, Karolino, Krystyno i Natalio moje słowa podziękowania są naprawdę szczere …  Ten wypad utwierdził mnie w przekonaniu, że odległość, pęd życia, ogrom spraw załatwianych każdego dnia, napotykane trudności – po prostu NIC, ale to NIC nie jest w stanie zepsuć więzi, które przez te wszystkie lata między nami powstały. Dałyście temu najlepszy dowód. Dziękuję wam za to wszystko!

Intrygująca koronka c.d.

 6Połączenie kilku odpowiednich czynników w jedną całość, daje szansę na powstanie czegoś wyjątkowego. Inspiracja, będąca czynnikiem zapalnym dalszego procesu pojawiła się jako pierwsza. W jej następstwie dobranie odpowiedniej tkaniny – przepięknej czarnej koronki, która czekała aż 2 lata na zaistnienie. Na sam koniec przytrafiająca się przerwa świąteczna, dająca możliwość ucieleśnienia  gnieżdżących się w mej głowie wizji. Nie mogłabym nie wspomnieć o okazji, która wywołała to całe zamieszanie, a mianowicie moje 30-te urodziny. Chciałam spędzić ten wyjątkowy dzień w gronie najbliższych mi osób, nadając przyjęciu odrobinę osobistego wyrazu. Chcąc trochę złagodzić okoliczności, które przeniosły mnie w nowa dekadę, postanowiłam nadać im nieco karnawałowego zabarwienia. Dlatego też w pierwszej kolejności powstały te oto zaproszenia :

20 21Czarne suknie uzupełnione o tajemnicze maski sprawiły, że przyjęcie urodzinowe nabrało formę karnawałowego balu.

Sama chciałam się zaprezentować wyjątkowo, jednak bałam się, aby nie przesadzić.  Marzył mi się tren, ale moje intencje mogłyby przyprawić o salwy śmiechu nawet najbliższych znajomych,  którzy na moje wymysły i tak patrzą już z przymrużeniem oka ;). Jak na mój gust (oraz możliwości) powstała dość prosta sukienka… a wypadałoby wspomnieć, iż jestem w trakcie czytania autobiografii Diora, którego to suknie powstawały przynajmniej z 30 metrów tkaniny ;). Ponieważ wizja sukienki przeobraziła się wyjątkowo szybko w dzieło kompletne, postanowiłam pomimo usilnych sprzeciwów  mojej siostry, która troskliwie dba o moje nieprzemęczanie się, uszyć jeszcze jedną, bliźniaczą sukienkę. Podobieństwo jest jednak widoczne jedynie na pierwszy rzut oka. Przy okazji dokładniejszych  oględzin, można stwierdzić, że poza czarną koronką, z której powstały obie suknie, różne jest praktycznie wszystko.  Moja sukienka składa się z wielu elementów, a w talii jest dzielona dość szerokim pasem, co znacznie wydłużyło jej szycie (Burda 12/2016, model 124)).  Z kolei przód i tył sukni mojej siostry wykrojone są z „całości ”,  co oznacza, że krój jest prosty i wymaga jedynie dopasowania na modelce Burda 3/2016, model 123). Gdy mamy jednak do czynienia z modelką, którą znamy od kołyski, wystarczy dopasować sukienkę z pamięci,  co na szczęście zakończyło się sukcesem. W przypadku obu modeli konieczne było uzupełnienie ich o czarne podszewki, znacznie krótsze niż koronka. Chwilę przed przybyciem reszty gości udało nam się z siostrą zrobić kilka wspólnych zdjęć.

15 16 14  9 7

Targi Mody i Dizajnu 2016

W ostatnim czasie wzięłam udział w Targach Mody i Dizajnu odbywających się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Uwielbiam tego typu wydarzenia, a biorąc pod uwagę doborowe towarzystwo, w którym dane było mi spędzić ten dzień, wydarzenie zaliczyłam do jak najbardziej udanych. Dziękuję Anetko za przemiłe towarzystwo :).

Spotkanie rozpoczęło się od wykładu pt.: „ Komercjalizacja pracy projektanta” , który dotyczył przede wszystkim aspektu  związanego  z ochroną prawną prac autorskich.  I tym sposobem z grubsza przyswoiłam terminologię  z tego obszaru, typu: „utwór”, „prawa autorskie”, „twórca” itp. W dalszej kolejności można było wziąć udział w odbywających się równolegle warsztatach o 4 blokach tematycznych: „Technik przemysłu mody- wykroje”, „Technik przemysłu mody- zdobienie tkanin”, „Świadome projektowanie”, „ Trendy i ich wpływ na rozwój marki” . Dwa pierwsze tematy warsztatów były dla mnie szczególnie wartościowe, ponieważ prowadzone były przez wykładowców CKZiU Szkoły Projektowania i Stylizacji Ubioru w Sosnowcu, czyli szkoły, która otworzyła przede mną wrota do wielkiego świata mody.  Na sam koniec odbyła się dyskusja pt.: „Rozwój mody i dizajnu w Polsce”. Dyskusja miała charakter luźnej rozmowy zaproszonych gości specjalnych, którzy reprezentowali różne zawody, ale każdego z nich łączyła jednak ta sama droga zawodowa, tj.  aktywna działalność w przemyśle modowym. Perspektywy działalności w przemyśle odzieżowym może nie są na chwilę obecną zbyt optymistyczne, niemniej jednak odnalezienie niszy rynkowej daje realną szansę na odniesienie sukcesu.

Oprawa samego wydarzenia była również przyjazna, bo była zaopatrzona m.in. w:  stoiska z kawą, przekąskami, czytelne wskazówki dotyczące dokładnych lokalizacji odbywających się targów we wnętrzu przestronnego MCK. Można zatem z czystym sumieniem stwierdzić, że profesjonalna organizacja dała nam poczucie pożytecznie wykorzystanego dnia urlopu.

Z pewnością zawitam na kolejną edycję tego  wydarzenia w przyszłym roku, gdyż każda forma obcowania z krawiectwem i modą jest dla mnie wyjątkowo fascynującym przeżyciem, a dodatkowo utwierdza mnie w słuszności obrania właściwej ścieżki rozwoju osobistego.

14691364_1053012624816423_6216089151490770434_o 14711197_1053011261483226_352351480657962866_o 14712902_1053011561483196_6148174382002222765_o 14715560_1053011324816553_1570376790972222104_o 14753850_1053013004816385_2582219861247974385_o 20161011_122851 20161011_133537 14633261_1053010951483257_496868818557467191_o

Modna i już! Moda w PRL

Bardzo chciałam zobaczyć wystawę pt.: „Modna i już. Moda w PRL”. Moje zainteresowanie tą wystawą było szczególne ze względu na przeczytaną jakiś czasu temu książkę Boćkowskiej pt. „To nie są moje wielbłady”, o której wcześniej już pisałam. Chciałam na własne oczy zobaczyć, jak wyglądały płaszcze ortalionowe czy kolekcje uszyte ze spadochronów, pochodzące z zeszłego stulecia. Aby tego i wiele innych, nie mniej ciekawych atrakcji doświadczyć, wybrałam się do Muzeum Narodowego we Wrocławiu.  Wcześniej (do kwietnia bieżącego roku) wystawę można było obejrzeć w Krakowie, do którego niestety nie zdążyłam się wybrać.  Żałuję tylko, że zostawiłam sobie tak mało czasu na jej obejrzenie. Zbiory okazały się wyjątkowo bogate, bo eksponatów jest aż…400, a ja mając niewiele ponad godzinę, biegałam jak oszalała, aby wszystko zobaczyć chociaż przez chwilę! Dwie godziny, to minimum krytyczne, aby móc nasycić się projektami będącymi niejednokrotnie małymi dziełami sztuki. W szczególności zainteresowały mnie projekty mody polskiej autorstwa Barbary Hoff, Jerzego Antkowiaka, czy też Grażyny Hase. I tu pojawia się pytanie… czy nasi rodzimi twórcy są gorsi od takiego Diora? Z pewnością nie, a kto nie wierzy, zachęcam zatem do odwiedzenia wystawy. Zasadność tego twierdzenia stanowią zdjęcia, które zostały wykonane podczas zwiedzania wystawy. Poniżej umieściłam te spośród nich, które spodobały mi się szczególnie. Po wizycie w muzeum mogę stwierdzić, że tak pozornie odległe trendy i rozwiązania w modzie, są nadal aktualne, a to z kolei jest potwierdzeniem dla często stosowanego zdania … moda kołem się toczy.
Wystawa będzie dostępna do 28 sierpnia, tak więc jeśli komuś zależy, trzeba się pospieszyć :).
7 8 9 1 2 3 4 5 6

Wystawa zdjęc Marylin Monroe i Marlene Dietrich

Na wstępie chcę zachęcić wybierających się do Wrocławia, aby przy okazji wstąpić do Hali Stulecia, gdzie znajduje się wystawa zdjęć Normy Jeane Mortenson znanej bardziej wszystkim jako Marylin Monroe oraz Marleny Dietrich w obiektywnie słynnego fotografa Miltona H. Greene’a. Jeśli jednak ktoś jest miłośnikiem jednej, bądź też obu naraz tak wyśmienitych sław, może wybrać się na ową wystawę specjalnie. Fotografie będą dostępne dla zwiedzających do 10 sierpnia bieżącego roku. Każdy zainteresowany wystawą odbierze ją w inny sposób i według siebie oceni, czy było warto.

Mnie wystawa zwabiła na samym wstępie magnetyzmem nazwisk jej bohaterek, a w dalszej kolejności świadomością ich nieocenionego wkładu w świat mody i sztuki. Uznałam, że warto wykorzystać nadarzającą się okazję i prześledzić te niezwykłe zdjęcia z własnej perspektywy. Zdarzyło mi się już  tworzyć, będąc „pod wpływem” charyzmatycznej Marleny  Dietrich. Wtedy rezultatem tej inspiracji stały się moje pierwsze spodnie, jakie uszyłam, a które ubieram tylko na wyjątkowe okazje.

Poniżej link do zdjęć w moich spodniach marlenach:
http://modowylifting.blog.pl/2014/09/03/stylizacja-a-la-marlene-dietrich/

Czy to nowe, bliższe spotkanie z M&M również zaowocuje nowym projektem, okaże się w najbliższym czasie.

To, że na wystawie pojawiłam  się w bluzeczce,  która wyszła z mojej malutkiej pracowni krawieckiej, nie jest oczywiście przypadkiem.  Uszycie bluzeczki zajęło mi niewiele czasu. Składa się ona z dwóch części (przód i tył), które odrysowałam od innej bluzki na ramiączkach, a na sam koniec dodałam falbanę  wyciętą  z półkola, która luźna opada na ramiona. Tak więc poniżej umieszczam kilka zdjęć  mojego nowego projektu podczas podziwiania biało- czarnej, tajemniczej wystawy Marylin i Marleny. Moje zdjęcia z kolei w obiektywie jeszcze mało znanego, ale kto wie co czas pokaże, fotografa  TL ;)

32 1

Kwalifikacje zawodowe – cel osiągnięty

Są w życiu takie sprawy, o które warto walczyć. Są też w życiu takie chwile, dla których warto żyć. Spełnione marzenia czy ukryte pragnienia niewątpliwie należą do jednych i drugich.

Trwało to nieco dłużej niż się spodziewałam, ale odebrałam w końcu certyfikat z egzaminu potwierdzający kwalifikacje zawodowe. W jakim zawodzie, to chyba jasna sprawa;) Jeszcze kilka lat temu nie sądziłam, że będę w stanie dopiąć swego. Życie jest jednak pełne niespodzianek i dlatego właśnie jest takie piękne.  Zdając maturę, a później będąc na studiach ekonomicznych, nawet przez myśl mi nie przeszło, że moja droga rozwoju zawodowego zboczy w zupełnie innym kierunku. Ciągłe poszukiwania siebie i tego, co sprawi mi największą radość sprawiły, że ukończyłam jeszcze kurs dietetyki (ogromna ilość niezwykle przydatnej wiedzy ), a także zdobyłam uprawnienia instruktorskie ze specjalizacją „nowoczesne formy rekreacji ruchowej”.  Wiedziałam jednak, że muszę jeszcze trochę postarać się, aby odnaleźć zajęcie, z którym będę mogła się całkowicie zidentyfikować, które w pełni będzie w stanie oddać moją naturę.

Po czasie z przekonaniem mogę stwierdzić, że to dopiero uczestnictwo w krawieckim kursie zawodowym, zakup maszyny, odważne (lecz nie zawsze udane) próby pierwszych projektów dodały mi skrzydeł. Teraz szycie jest oderwaniem od codziennych zajęć, pożytecznym wykorzystaniem wolnego czasu, a nawet lekarstwem na zmęczenie po ciężkim dniu w pracy. Wystarczy kilka dni rozłąki z maszyną, a już zaczynam czuć się nieswojo. To co najbardziej mnie fascynuje w całej tej zabawie z szyciem, modą i projektowaniem, to nigdy niewyczerpujące się pomysły i inspiracje.

Tytuł „krawca” zobowiązuje i nie mogę już sobie pozwolić na jakiekolwiek „wpadki” krawieckie ;P. Mam jednak chrapkę na więcej … Czekam na kontynuację kursu. Drugi etap obejmuje w większej mierze umiejętności z zakresu projektowania. Powiększenie wiedzy w tym zakresie jest jak najbardziej pożądane.

Untitled

Konkurs Burdy

Jakiś czas temu przystępowałam do konkursu realizowanego przez Akademię Burdy. W konkursie brały udział zdjęcia przedstawiające to, jak spędzamy czas z czasopismem Burda. Nagrodami za zajęcie 1 i 2 miejsca były warsztaty krawieckie. Natomiast za zajęcie trzeciego miejsca przewidziano półroczną prenumeratę mojego ulubionego magazynu Burda.

Untitled

Teraz, gdy emocje już opadły zadaję sobie jedno podstawowe pytanie, a mianowicie…Czy warto w ogóle bawić się w tego typu konkursy?

Otóż po tym, czego doświadczyłam na własnej skórze stwierdzam, że tego rodzaju konkursy  są przeznaczone dla osób wytrwałych i…  kombinatorów. Ja, póki co wyleczyłam się z tego typu rozrywki.

O konkursie dowiedziałam się dwie godziny przed upływem terminu na dokonywanie zgłoszeń. Nie miałam więc żadnego zdjęcia zrobionego specjalnie na tę okazję. Dobra duszyczka (której jestem tak bardzo wdzięczna za niezliczoną ilość mobilizujących inspiracji) zachęciła mnie do wysłania zdjęcia, które zostało zrobione już kilka miesięcy wcześniej (bez ustawki ;) ). Fotografia przedstawia mnie w pracy pod biurkiem, w towarzystwie świeżo otrzymanego magazynu. Nawet nie myślałam, że mam jakiekolwiek szanse w porównaniu z profesjonalnie przygotowanymi sesjami zdjęciowymi. A tu niespodzianka. Już w pierwszych chwilach od rozpoczęcia głosowania, zaczęłam prowadzić w rankingu. Wtedy obudziła się we mnie dzika rządza rywalizacji. No i zaczęłam mobilizować znajomych do głosowania. Praktycznie przez cały czas trwania konkursu plasowałam się to na 1, to na 2 miejscu. Dziwnym zrządzeniem losu w ostatniej godzinie głosowania spadłam na 3 miejsce i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że moja przewaga była druzgocąca – 80 głosów. Wydało mi się, że mało realne jest zdobycie 100 głosów w przeciągu kilkudziesięciu minut, biorąc pod uwagę konieczność rejestracji. Moim zdaniem, jedynym realnym wyjaśnieniem tej sytuacji jest założenie przez zainteresowaną osobę fikcyjnych adresów mailowych i oddawanie głosów na własne zdjęcie. Takie praktyki można by wykluczyć, gdyby organizatorzy podeszli bardziej rzetelnie do konkursu i weryfikowali  chociażby IP komputerów , z których oddawano głosy. Tego jednak nie uczyniono. Sytuacja ta wydała się niesprawiedliwa również dla mojego kolegi, który wszystkimi wątpliwościami podzielił się z organizatorami w mailu przesłanym do Akademii Burdy.

Minęło kilka tygodni – odpowiedzi brak do dzisiaj. Niemniej jednak dziękuję Panu M. za dodawanie otuchy i szczere wsparcie w realizacji celów, a także oczywiście rodzinie i wszystkim , absolutnie wszystkim znajomym, których,  jak się okazało w trakcie trwania konkursu, mam dość sporo 8-) . Półroczna prenumerata Burdy jest dla mnie mniejszą pociechą niż rzesza osób, tak szczerze kibicujących mojemu hobby.

W oczekiwaniu na kwalifikacje

Ostatnimi czasy umieszczanie nowych wpisów na moim blogu lekko podupadło. Mam na to bardzo proste wytłumaczenie. Otóż przygotowywałam się do egzaminów potwierdzających kwalifikacje zawodowe. Historia z moim przyuczaniem do zawodu krawca jest dość długa i obszerna, a nie chcąc was zanudzać, w skrócie opiszę tylko najważniejsze fakty z nią związane.

krawiecka2

Edukację rozpoczęłam w 2013 roku w szkole Projektowania i Stylizacji Ubioru w Sosnowcu. Grafik nauczania na kursie przygotowującym do zawodu, przez trzy semestry był bardzo rozbudowany i obejmował wiedzę z zakresu m.in.:  projektowania, materiałoznawstwa, kreowania. Przedmioty jakie miałam w planie to: podstawy działalności gospodarczej w zawodzie, konstruowanie, kreowanie wyrobów odzieżowych, materiałoznawstwo, technologia produkcji odzieży, projektowanie, wykonywanie wyrobów odzieżowych, język angielski  ukierunkowany zawodowo. Wszystko to razem obejmowało 800 h przez trzy semestry. Do tego dochodzi jeszcze obowiązkowa praktyka w zakładzie krawieckim. Ja odbyłam ją w zakładzie Vesta w Czeladzi w trybie weekendowym (mam kilka zdjęć z zakładu, które wrzucę w następnym wpisie). Obszar wiedzy i umiejętności praktycznych jest ogromny, a jeśli ktoś myśli sobie co może być trudnego w uszyciu spódniczki lub spodni, jest w głębokim błędzie. Krawcowe po szkołach zawodowych czy technikach, przeszły gruntowne szkolenie i niełatwy egzamin czeladniczy uprawniający do wykonywania zawodu. Od razu na pierwszych zajęciach Pani prowadząca zasiała w kursantkach ziarenko grozy, wypowiadając te słowa: „…żebyście nie myślały, że egzamin zawodowy jest tak prosty jak matura, gdzie wystarczy 30 % aby zdać. Podczas egzaminu praktycznego należy uzyskać 70 % punktów”.

Weekendowa nauka zawodu trwająca przez trzy semestry była bardzo wyczerpująca, ale co najważniejsze, przede wszystkim niezwykle pasjonująca. Bardzo miło wspominam ten czas, kiedy sobotnie i niedzielne dni spędzałam w szkolnych murach. Od 8 do 18 pod okiem wysoko wykwalifikowanej kadry nauczycieli, dzięki którym podziw do zawodu po każdy spotkaniu osiągał maksymalnie wskaźniki, wykorzystywałam całe pokłady energii na doskonalenie umiejętności krawieckich. Te niezliczone godziny spędzone przy maszynie przerodziły się w  jeszcze większą ilość nowych uszytków, a z każdym kolejnym dziełem odczuwałam poczucie spełnienia, które stawało się motorem napędowym do dalszych zmagań. Z pewnością każdy, kto miał styczność z szyciem, przeżył już podobne stresujące sytuacje, kiedy czas nas goni, a pomimo wielokrotnych prób nasze dzieło z każdym nowym przeszyciem nie układa się tak, jakbyśmy tego chcieli. Z takimi niespodziankami z  niecierpliwością wyczekiwałam weekendu, a wtedy wprawione ręce Pani prowadzącej w kilka sekund oswajały nieposłuszną tkaninę, a ja ze zdumieniem otwierałam buzię: „a więc to tak się robi” J. Co tu dużo mówić, przede mną dłuuuugie lata ciężkiej pracy przy maszynie. Być może kiedyś uda mi się osiągnąć tak zaawansowany poziom wtajemniczenia. Póki co, nie mam nawet odwagi porównywać siebie do swoich nauczycieli, którzy są dla mnie mentorami i zarazem osobami godnymi do naśladowania.

Długie szyciowe godziny spędzone przy maszynie były rozkoszne również z innego powodu… poznałam kilka wspaniałych osób, które podzielają moje szaleńcze zamiłowanie do szycia (jak się okazuje nie każdy jest to w stanie zrozumieć). Przeżyłyśmy wiele chwil  rozpaczy, kiedy  pomimo usilnych starań maszyna nie chciała z nami współpracować. Ale były także chwile radości czy nawet euforii, kiedy po skończeniu swojego dzieła z aprobatą pozostałych fanatyczek, dumne jak paw robiłyśmy „presentation” na szkolnym krzesełku. Podczas tych długich, twórczych godzin w towarzystwie szablonów, tkanin, nitek, zrodziła się między nami braterska więź, która będzie jeszcze trwała przez długie lata po zakończeniu edukacji krawieckiej.

W tej branży, poza umiejętnościami praktycznymi, równie ważna jest wiedza teoretyczna. Literatura obejmująca wiedzę z wymienionych powyżej dziedzin jest wyjątkowo obszerna. Częściowo udało mi się zaopatrzyć w podręczniki na pchlim targu, dwa nowsze wydania zamówić w księgarni internetowej, a resztę skopiować z bibliotek. Okazuje się, że z powodu tendencji spadkowej w kształceniu przyszłych krawcowych, wydawnictwa zrezygnowały z drukowania nowych publikacji, tak więc zdobycie literatury o tej tematyce jest trudnym zadaniem. Ku mojemu zdziwieniu w dzisiejszych czasach jednak nie wszystko można znaleźć w internecie. W następnym poście umieszczę kilka tytułów podręczników, które mogą okazać się cenną wiedzą dla wszystkich chcących zasięgnąć bardziej szczegółowej wiedzy z zakresu szeroko pojmowanego krawiectwa.

Z dyplomem magistra w kieszeni nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek będę miała chęć do dalszej edukacji. A tu taka niespodzianka; okazało się, że nauka może być przyjemna ;). Odkryłam, że przyswajanie wiedzy z zakresu, który naprawdę mnie interesuje jest całkiem przyjemnym doświadczeniem.

Egzaminy odbyły się pod koniec czerwca bieżącego roku. Rozpisane były na dwa dni. W pierwszym dniu przeprowadzono 1-godzinny egzamin teoretyczny, natomiast w drugim dniu 3-godzinny egzamin praktyczny. Teoria obejmowała 40 pytań w postaci testu jednokrotnego wyboru. Z kolei w ramach egzaminu praktycznego było nam dane uszyć bluzkę damską ze stójką. Muszę przyznać, że nogi trzęsły mi się przez cały czas trwania egzaminu i z powodu emocji zaliczyłam kilka drobnych wpadek. Mam jednak nadzieję, że efekt ostateczny zaliczeniowej bluzki jest wystarczający, aby zdobyć kwalifikacje.  Podczas takiego egzaminu bardzo ważna jest umiejętność poprawnego odczytywania węzłów technologicznych, która jest niezbędna, aby prace uszyć tak, jak zadanie egzaminacyjnie przewiduje, a nie tak, jak jesteśmy przyzwyczajeni, gdyż szyjąc wyrób „po swojemu”  możemy nie zaliczyć egzaminu. Z testem jednokrotnego wyboru nie było większego problemu, chociaż należy podkreślić, że bez rzetelnego przygotowania się mogłoby być różnie.

Jak widać do egzaminów czeladniczych, które zdawałam w Regionalnej Komisji Egzaminacyjnej w Jaworznie, podeszłam z pełną powagą. To, czy zdobędę kwalifikacje, póki co jest dla mnie wielką niewiadomą. Tak czy siak, szyć nie poprzestanę.

Miała to być wersja skrócona;)-chyba jednak coś poszło nie tak .

 

Targi modowe we Wrocławiu

Podążając śladem modowych inspiracji trafiłam do Wrocławia odwiedzając to miasto  podczas odbywających się tam niedawno targów modowych. Cała impreza została zorganizowana w budynku Browarów Mieszczańskich na ulicy Hubskiej.

IMAG1964

Wystawa trwała dwa dni. Biorąc jednak po uwagę stosunkowo niewielką ilość wystawców, moja potrzeba nasycenia umysłu nowymi modowymi inspiracjami została w pełni zaspokojona już po dwóch godzinach. Nie oznacza to jednak, że nie bawiłam się dobrze. Było wręcz przeciwnie. Dla takiego zapaleńca jak ja, każda możliwość podpatrzenia nowych trendów, nowoczesnych rozwiązań jest pożyteczną lekcją. Niektóre z zaobserwowanych pomysłów zamierzam wykorzystać we własnych modelach. Jeden z nich, a mianowicie asymetryczna spódniczka z pianki, został już zrealizowany (postaram się w miarę sprawnie umieścić jej zdjęcia). W następnej  kolejności wymarzyłam sobie uszycie narzutki-płaszcza w kształcie kimona. Spodobały mi się w szczególności te uszyte z grubego, jakby wełnianego materiału, które na pozór poprzez luźny krój oraz brak zapięcia stanowią idealne okrycie podczas chłodniejszych letnich wieczorów.

Moje zainteresowanie wzbudziły dodatkowo niektóre arcydzieła rzemiosła artystycznego. Należą do nich muszki wykonane z drewna (wcześniej widziałam już je na pokazie mody w Chorzowie), przepiękna biżuteria z mosiądzu, która śmiało mogłaby konkurować z kolekcją Żywioły sygnowaną logiem KRUKA, lustra wykonywane na indywidualne zamówienia, krzesła oraz fotele w oryginalnym designie, czy bransoletki z koralików tkane na krośnie.

IMAG1940

IMAG1926

IMAG1943

The best birthday presents ever!!!

Może to nie miejsce żeby chwalić się prezentami urodzinowymi. Czas też już dawno nie ten.  Ale ja tak baaaardzo chcę , a najfajniejsze jest to, ze nikt nie może mi tego zabronić ;). Dodatkowo mogę się wytłumaczyć tym, że większość z nich jest o lekkim zabarwieniu … krawieckim. Życie przybiera bardziej soczystych barw, gdy okazuje się, że ma się wokół siebie ludzi, którzy rozumieją Twoją pasję. A co więcej -wspierają Cię w tym co robisz.

Wszystkie podarki zostaną odpowiednio spożytkowane . Niektóre z nich będą zaś towarzyszem zarówno chwil radości jak i  rozpaczy w dalszej wędrówce wiernego pielgrzyma zmierzającego krętą drogą do celu. A cel jest jeden,  niezmienny, całkiem rzeczywisty: dom mody sygnowany moim trzyliterowym znaczkiem QRC.

Jak to dobrze, że wpisy po czasie można edytować ;)

3

2

1 65 48