Żoną miała być, miał być ślub…

…i wesele też. No i był. Och, ależ jaki to był ślub! Nie mój, nie będę więc zdradzała jego szczegółów, ani zbytnio się rozpisywała.

Nie mogę jednak pozwolić aby przeszedł  bez echa na moim skromnym blogu, gdzie garstka najbliższych mi osób czasami zerka i podpatruje, co ta QRC tam znowu wymyśliła;).

Tym krótkim wpisem pragnę oddać hołd D&K za tak piękny dzień, za podniosłe chwile, za wrażenia, które pozostaną niezapomniane do końca życia… Bo jak pewnego poranka podczas wspólnej podróży powiedział do mnie przyszły Pan młody: nie robię tego dla siebie, ani nie dla mojej przyszłej małżonki, ale właśnie dla innych, dla naszych gości, żeby się cieszyli razem z nami naszym szczęściem. Miałam wątpliwości „i po co to wszystko”, ale teraz już wiem – Panie K.-miałeś rację absolutną. Wasza ciężka praca, włożony trud, poświęcenie i dbałość o najmniejszy szczegół tego cudownego dnia przerodziły się w piękną baśń napisaną waszymi wspólnymi siłami – a najważniejsze- napisaną dla szerokiego grona najbliższym wam osób. Wszystko co piękne, trwa tylko chwilę. Ale czy nie właśnie o to chodzi w życiu, żeby właśnie takich chwil było jak najwięcej? Wtedy i nasze życie będzie piękniejsze.

Raz jeszcze ; niski ukłon i ogromne słowa wdzięczności w moim imieniu, oraz z pewnością w imieniu tak licznie zgromadzonych wokół was ludzi, którzy pragną dla was pięknego życia, od teraz życia we dwoje.

Kończąc z tym patosem sprowadzam swój stan umysłu do bardziej przyziemnych spraw. Za pomocą kilku fotografii, które uznałam za najciekawsze wśród bazy 600 weselnych zdjęć, przedstawiam te najbardziej magiczne momenty z wesela i ślubu D&K, które przedstawiają miłość i piękno w czystej postaci.

Chwilo trwaj wiecznie !!!

2 3 5 7 9 10  11

Mój własny, mały finisaż

Wracam się pamięcią do przeszłości. Zdarzenie to miało miejsce w zeszłym roku, a ja dopiero teraz odnajduję chwilę wolnego, aby o nim wspomnieć.
IMAG0089
Mowa o moim własnym finisażu. Jako uczestniczka kursu miałam możliwość wraz z innymi kursantkami zaprezentować szerszemu gronu kilka z moich projektów. Prace zostały wystawione w „galerii ładniej”
w Sosnowcu. Wiem wiem, może to i nie pokaz mody w Mediolanie, ale od czegoś trzeba zacząć ;).

Odwiedzający nas goście wykazywali niemałe zainteresowanie naszymi pracami, zadawali pytania i robili zdjęcia. Była też okazja do zorganizowania małego poczęstunku ze zwycięską lampką szampana. Czułam się doskonale w roli początkującej projektantki mody . Oby jeszcze kiedyś nadarzyła się okazja do pokazania swoich prac, a może w przyszłości i całej kolekcji.

Nasza skromna wystawa została zauważona i doceniona przez lokalne media.

Poniżej załączam kilka zdjęć z tego wyjątkowego dla mnie dnia i ma nadzieję, że w przyszłości będzie ich więcej.

IMAG0076  IMAG0065 IMAG0067

Geniusz skromnego krawca

 

before the show

Czy warto zobaczyć film o Tomaszu Ossoliński? Jak na mój gust warto, nawet bardzo. Jest mi trochę trudno podejść do tego tematu obiektywnie i to z kilku powodów. Po pierwsze – zawód krawca (a nie wyłącznie projektanta), którym szczyci się bohater filmu, już na samy wstępie powoduje, że odczuwam ogromny szacunek do Pana Ossolińskiego. Było to przyczyną tego, że na film wybrałam się uprzedzona o jego geniuszu. Po drugie-tłem do wielu scen są bardzo mi bliskie Katowice, a patrząc na nie na dużym ekranie czuję się wyróżnionym mieszkańcem pięknego i klimatycznego miasta. Jak mówi sam Ossoliński: „ Warszawa może nam tego pozazdrościć”. W „Before the show” zakład produkcyjny w Radzionkowie (o którym pisałam już we wcześniejszych wpisie) też przeżywa swoje pięć minut chwały. Sama, nie tak dawno, spacerowałam po tym samym zakładzie odzieżowym, otwierając szeroko oczy ze zdziwienia jak skomplikowany jest proces produkcji garniturów. Widz dzięki kadrom z filmu w wielkim skrócie może przybliżyć sobie obraz jego złożoności.

Tomasz Ossoliński jest dla mnie osobą magnetyczną, która przyciąga do siebie ludzi swoją prostotą i skromnością. Media codziennie serwują nam odwrotny obraz kapryśnych i ekscentrycznych gwiazd, czego u Ossolińskiego jak na lekarstwo. Niski ukłon dla Pana Tomasza. Może kiedyś los będzie dla mnie tak łaskawy i dostąpię zaszczytu poznania krawca perfekcyjnego już w młodości „namaszczonego przez Boga”.

Nie będąc ani krytykiem filmowym, ani nie posiadając wystarczającej wiedzy, nie zamierzam go dłużej ciągnąć tematu. Chciałam tylko zachęcić/przekonać niezdecydowanych.

Nowe technologie w świecie mody

Moi mili Państwo,

dzisiaj coś wyjątkowego z nieograniczonego świata mody – krótka notka na temat skanera 3D i tego, jakie innowacje w odzieżownictwie przynosi jego zastskaner 3d2osowanie.

Od dawniej dawna  krawcy stosują pomiary manualne i używają do nich tradycyjnych miarek krawieckich.

Sama przeszłam gruntowne szkolenie w tym zakresie i dokonanie pomiarów ręcznych klienta nie stanowi dla mnie większego problemu. Metoda ta wymaga od nas jednak skupienia i sporego doświadczenia, gdyż chwila niedopatrzenia może nas sporo kosztować (może oglądaliście odcinek Project Runway, w którym projektanci nie zebrali wszystkich potrzebnych wymiarów od Marcina Prokopa- na katastrofalny efekt tego błędu nie trzeba było długo czekać).

W ostatnim czasie wzięłam udział w warsztatach z obsługi skanera 3D, który przeniósł mnie w epokę nowych możliwości w zawodzie krawca i projektanta. Spotkanie trwało aż trzy godziny, ale wyszłam z niego pełna wiary w  nowe technologie w dziedzinie fashion.

Podczas warsztatów dowiedziałam się sporo na temat nowych możliwości, jakie daje nam zastosowanie  tego urządzenia, ale również miałam możliwość dopytania o wszystkie szczegóły z nim związane. Wiedza ekspertów była uzupełniana przez wiedzą teoretyków i odwrotnie. Największą atrakcją spotkania była możliwość zeskanowania się i zrobienie własnego avatara.

Postaram się, w miarę przejrzysty sposób, przekazać Wam to, czego sama się dowiedziałam temat skanera 3D.

Możliwości skanera oraz jego przewagi nad tradycyjnymi metodami:

  • Główne zalety pomiaru skanerem:

- pomiar bardzo szybki (10-15s),

- bardzo dokładny i precyzyjny (niskie ryzyko błędu),

  • Dodatkowe korzyści z użycia skanera:

- możliwość skorygowana dotychczasowego rozmiaru i jego ujednolicenie (różna wielkość ubrań mimo tego samego rozmiaru na metce w zależności od producenta),

- symulacja odzieży w 3D,

- uaktualnienie dotychczasowych (zwykle przestarzałych) pomiarów antropometrycznych,

-  modyfikacja szablonu na miarę.

Teraz pewnie myślicie sobie :”ale po co mi taki avatar”. Już wyjaśniam. Jednorazowe (dopóki proporcje nasze sylwetki nie zmienią się znacząco) zeskanowanie naszego ciała daje nam wiele korzyści. Skaner mierzy 140 odcinków na naszym ciele. Nikt, przy pomocy nawet najlepszego sprzętu, nie wymierzy nas z taką precyzją. Posiadając już takiego avatara stajemy się klientem wyborowym dla projektantów i krawców. Obraz 3D „naszego stworka” zostanie zapisany w ich bazie danych i przy kolejnym zamówieniu nasza obecność nie będzie już wymagana. Dodatkowe oprogramowania komputerowe do skanera daje szereg kolejnych udogodnień. Projektant może dowolnie symulować (upinać, dopasowywać, zmieniać kształty) naszego przyszłego wyrobu, tak aby ciuszek leżał na nas „jak ulał”. Ciekawostką jest również to, że „nasz stworek” potrafi wykonywać różnorakie ruchy, zgodnie z tym jak nim pokierujemy. To też ma swoje uzasadnienie – na co dzień nasze ciało wykonuje liczne ruchy. Avatar zadba o to, aby nasza kreacja nie uległa rozerwaniu w  bardziej ruchliwych częściach naszego ciała (mowa głównie o stawach).

Nie jest zaskoczeniem fakt, że skaner 3D oraz narzędzia potrzebne do jego obsługi stały się metodą komunikacji między projektantami z Europy, a zakładami produkcyjnymi a Azji. Najbardziej rozpoznawalne marki, takie jak Adidas, Diesel, Wrangler, bazują na pomiarach i kontrukcjach opracowanych przy pomocy skanera.

Mam nadzieję, że wystarczająco zachęciłam wszystkich czytelników do skorzystania w przyszłości i w miarę możliwości do wygenerowania swojego własnego avatara. Ja ciągle czekam na przesłanie mojego własnego obrazu 3D. Czekam na niego z niecierpliwością, mając nadzieję, na korzystną wizualizacją mojej sylwetki. Żyję więc nadzieją :)

IMAG1448-2 IMAG1449-2 IMAG1450-2

Zakład odzieżowy w Radzionkowie

W zeszłym tygodniu byłam na wycieczce w zakładzie odzieżowym Norman w Radzionkowie. Uważam, że każdy trudniący się czynnościami krawieckimi, obojętnie, czy to zawodowo, czy amatorsko, powinien zwiedzić taki zakład. Doświadczenie to uświadomiło mi, jaka trudna jest praca krawca. Powiedzmy, że byłam tego świadoma, jednak oglądając niezwykle złożoną produkcję garniturów na własne oczy, moje wyobrażenia o tym zawodzie się potwierdziły.

SAM_2326

Zakład w Radzionkowie zatrudnia 140 osób. Kadra pracownicza, z wyłączeniem konstruktorów i mechaników, składa się prawie w całości z kobiet. Wszystkie Panie są ubrane w fartuszki. W zakładzie jest głośno, co jest związane z pracą ogromnej ilości wyspecjalizowanych maszyn jednocześnie. O istnieniu niektórych maszyn krawieckich nie miałam pojęcia. Są to oprócz maszyn do szycia i owerloków  m. in. rękawówki, podszywarki, ryglówki, dziurkarki oraz maszyny do szycia szwem ręcznym AMF.

Proces produkcji garniturów zaczyna się od stanowisk krojowniczych. Panie obsługujące maszyny zakończone ostrymi nożami działają niewyobrażalnie szybko, a jednocześnie z ogromną precyzją, tak aby nie uszkodzić przygotowanych tkanin. W dalszej kolejności duże kawałki materiałów są parcelowane na mniejsze elementy.

Wszystkich stanowisk jest łącznie 140, nie sposób je więc wszystkie opisać. Niewyobrażalne, że wyrób przechodzi aż przez tyle stanowisk, aby mogła powstać z niego jedna marynarka.

Na szczególną uwagę zasługują profesjonalne stoły do nakładania materiału, wyposażone w specjalistyczne poduszki powietrzne (można zobaczyć na zdjęciach poniżej). Cały zakład jest nowoczesny i wyposażony w najbardziej profesjonalne sprzęty.

Norman zajmuje się praktycznie w całości produkcją na eksporSAM_2332t. Wyjątek stanowi krawiectwo miarowe-  pole do popisu szczególnie dla wymagającego klienta. Producent daje możliwość dostosowania garnituru do potrzeb nawet najbardziej wyrafinowego odbiorcy, z możliwością wyboru szczegółów garnituru zgodnie z własnymi preferencjami.

Jestem pod wrażeniem profesjonalizmu, z jakim działa nasz rodzimy zakład. Gotowe garnitury, która miałam możliwość oglądać, są moim zdaniem na najwyższym światowym poziomie. Z przyjemnością podziwiałam najnowsze wiosenne designy.

Dla zainteresowanych; ceny garniturów haute couture (na miarę) zaczynają się od 1000 zł a kończą nawet na 15 tys. (model ze złotą nitką). Czyż nie każdemu należy się odrobina luksusu? ;)

Uczenie się świata mody

W ostatnim czasie udało mi się zasięgnąć sporo wiedzy ze świata mody. Mam nieodpartą chęć, aby dowiedzieć się WSZYSTKIEGO w tym zakresie, dlatego korzystam z każdej nadarzającej się okazji, aby zgłębić tajniki świata designu. Czuję się trochę jak bohater „Incepcji”, któremu zaszczepiono w podświadomości myśl, a ta zmusza mnie do ciągłego zagłębiania się w świecie nieograniczonego i niezmiernie interesującego świata mody. W moim przypadku jest jednak jasność; ja na pewno nie śpię ;P.

W ostatnim czasie wzięłam udział w dwóch wydarzeniach, które otworzyły mi oczy i uświadomiły jak mało jeszcze wiem, a jednocześnie ile chciałabym wiedzieć, tak aby kreacja mody w moim wydaniu miała solidne fundamenty. Dwa, z zupełnie innych stron świata mody, oba jednak tak bardzo potrzebne, aby zdobyć kompleksową wiedzę jako projektant, czy krawiec.

Pierwsze wydarzenie to pokaz mody w „Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego ul. Grota- Roweckiego 64 Technikum nr 7 Projektowania i Stylizacji Ubioru oraz Zasadniczej Szkole Zawodowej nr 9 Rzemieślniczo- Artystycznej w Sosnowcu”. Pokaz nosił tytuł „my 2014″. To co zobaczyłam przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Nie mam zamiaru bawić się w krytyka modowego, ponieważ nie mnie oceniać tak zdolną młodzież. Pragnę jedynie pokazać jakie dzieła powstają dzięki pasji młodym, uzdolnionym, jeszcze nikomu nieznanym, a już niedługo światowej sławy projektantom ze szkoły w Sosnowcu. Teraz jak widzę jakie możliwości daje uczniom technikum odzieżowe najchętniej cofnęłabym czas i wyznaczyłabym nową ścieżkę własnej edukacji zawodowej. Nie o tym jednak chciałam pisać, skupię się więc na zobrazowaniu talentu młodych projektantów.

Pokaz podzielony został na pięć tematycznych kolekcji: Rock Girl, Red Flower, Sen Barona, Amerykańskie lata 80″, SALVAJISMO ESPANOL – hiszpańska dzikość.

Osobiście najbardziej podobała mi się kolekcja pt. Sen Barona. Misternie wykonane, w szaro-gołębiej tonacji, plisowane, długie, zwiewne suknie. Jak dla mnie kolekcja idealnie nadająca się na czerwony dywan.

Nie wypada jednak nie wspomnieć o innych dziełach, które wywarły na mnie nie mniejsze wrażenie.

Rock Girl to kolekcja drapieżna, pokazujące oblicze kobiet silnych, dominujących, takich współczesnych wojowniczek. Myślę, żyjemy w czasach, w których coraz więcej kobiet utożsamia się z takim wizerunkiem i z pewnością marzy o posiadanie całej tej kolekcji w swojej szafie.

 

Red Flower- tym razem delikatne oblicze kobiety. Sukienki piękne w swej prostocie, przywodzące na myśl kwiat maku.

 

 

Hiszpańska Dzikość powstała dzięki inspiracjom zaczerpniętym z ojczyzny flamenco- Hiszpanii, w której uczniowie technikum odbyli staż. Efekty widać na załączonych obrazkach.

Na koniec pełne kolorów Amerykańskie Lata 80′.

O talencie projektantki tej kolekcji nie trzeba dużo mówić; stylizacje bronią się same. Dowiedziałam się, że tkaniny sprowadzana z zagranicy, ponieważ u nas taki rodzaj „plastikowych materiałów” jest trudno dostępny.

Po pokazie dostąpiłam zaszczytu sfotografowania z projektantka „amerykańskiej kolekcji”:

Która z nas jest projektantą nie trzeba chyba tłumaczyć, ale jakby ktoś nie wiedział- dziewczyna w różowej spodniczce.

Młodzi, zdolni uczniowie Technikum i Szkoły Zawodowej mam do was tylko jedno przesłanie; świat mody stoi przed wami otworem. Życzę wielu sukcesów.

W kolejnym wpisie wycieczka do zakładu odzieżowego Norman w Radzionkowie. Zdobyta tam wiedza jest dla mnie, jako początkującej krawcowej, cennym doświadczeniem.