Futerko w skali mikro

Oto przedstawiam Państwu najmniejszy ciuszek sygnowany logiem QRC.

 1 2 3

Podchodzę do tego dzieła z wyjątkowym sentymentem ze względu na sympatię, jaką darzę tę słodziutką istotkę, której podarowałam to urocze futerko, a jest nią córeczka mojej przyjaciółki.

Niektórym może się wydawać, że skoro takie malutkie (w rozmiarze 56), to większych komplikacji nie było. A właśnie że były, a na dodatek okazały się być wyjątkowo trudne do przezwyciężenia. Sztuczne futerko o rozkosznie różowym zabarwieniu, nadaje kilkumiesięcznej drobince niezwykłego uroku. Kto wie, może rozbudziłam w tej małej gwieździe zamiłowanie do futer i za kilkanaście lat zobaczymy ją w białym futrze z norek, jak śpiewa „Happy Birthday To You, Mr President…” na wielkiej scenie :).
Teraz  patrzę na to z rezerwą, ale podczas szycia miałam wyłącznie czarne wizje. Futerko okazało się wyjątkowe nieprzyjemne w szyciu, gdyż dwie warstwy tkaniny okazały się za grube dla mojej maszyny i w zasadzie musiałam użyć sporo siły, aby futerko przesuwało się  pod igłą. A do tego wszycie podszewki, która w połączeniu z tkaniną wierzchnią składa się z wielu drobnych, wręcz kilkucentymetrowych elementów, to już zadanie dla zaawansowanych. Skończyło się lekkim uszkodzeniem paznokcia, ale ostatecznie dowiodłam swojej determinacji i po opatrzeniu palca dzieło dokończyłam. Ból przezwyciężyłam, paznokieć już się dawno zagoił, ale było warto, bo futerko w skali mikro dodaje niezwyķłego uroku malutkiej damie, damie z zadatkami na wielką gwiazdę :).
Wybiegam myślami w przyszłość i wyobrażam sobie jak dorosła Marta przegląda album ze zdjęciami z dzieciństwa pyta swoją mamę; „jejku, skąd ja miałam tak dziwaczne futro mając zaledwie trzy miesiące?!” Na to pada odpowiedź; „jak to skąd(?), od szalonej ciotki co to upatrzyła sobie Ciebie jako mini modelkę do prezentacji swoich dziwacznych modowych wizji” :)))…

DZIĘKUJĘ

Za chwilkę mija trzecia rocznica uszycia pierwszego ubrania przeze mnie. Przez ten czas powstała niezliczona ilość przeróżnych projektów. Zaczęłam od uszycia spódniczki podstawowej, a teraz podejmuję wyzwania w tworzeniu nawet najtrudniejszych i bardzo czasochłonnych  projektów. Wszystkie z nich zaistniały dzięki mojej determinacji i ciężkiej pracy, ale wiele z nich nie powstałoby bez wsparcia i życzliwości otaczających mnie osób. Zaczęło się całkiem niepozornie,  a teraz mam wrażenie,  że umiejętność szycia jest tak silnie zakorzeniona w mojej osobie,  że stała się częścią mnie, mojego sposobu na życie.  Mam poczucie, że również świat wokół mnie się przez to zmienia. Jest bardziej kolorowo, inspirująco i pobudzająco. Innymi słowy, machina nabrała wielkiego rozpędu. Tkaniny z przeróżnych źródeł zalewają moje domowe studio krawieckie. Życzliwość innych osób często  wprawia mnie w osłupienie.  Zdarzyło  mi się na przykład otrzymać sporą paczkę tkanin pamietających czasy komuny od mamy kolegi mojej przyjaciółki, której wcześniej nie znałam, a ostatnio odwiedziłam tę Panią z prezentem w ramach podziękowania. Otrzymałam także kolejną ogromną paczkę,  tym razem bardziej współczesnych tkanin od kuzyna mojej koleżanki,  który pracuje w dużej firmie odzieżowej (zdjęcie poniżej). Informacje o tym, że szyję rozprzestrzenia się tak szybko, że fakt otrzymania skrawków ekoskóry od siostry chłopaka mojej koleżanki, z którą nigdy się nie poznałyśmy już coraz mniej zadziwia. Nie mogę ominąć w tym wpisie koleżanki z pracy, która w trakcie robienia porządków w szafie pomyślała o mnie i przekazała kilka kuponów bawełny w moje ręce. Aaa i drugiej koleżanki z pracy, od której otrzymał gruby lniany materiał o intesywnych zielonym zabarwieniu. Dziękuję Aneto, dziękuję Anno. Słowa wdzięczności są jedynym właściwym podsumowaniem wszystkich tych zdarzeń i fortunnych zbiegów okoliczności.  Raz jeszcze ogromne dziękuję za wszystkie ofiary, a jednocześnie za wiarę w moje umiejętności krawieckie  :).  Jeśli ktoś uznał,  że jestem właściwą spadkobierczynią tych licznych tkanin tak pieczołowicie  przechowywanych w szafach, to zaczynam odczuwać poczucie misji do wypełnienia. Przyświeca jej jedna myśl przewodnia – należycie spożytkować każdy metr podarowanej tkaniny. Przebieg tej misji jak zwykle relacjonować będę na bieżąco.

Tyyyyle tkanin dostałam od Rafała- kuzyna mojej koleżanki. Rafał, jesteś wielki :)

Tyyyyle tkanin dostałam od Rafała- kuzyna mojej koleżanki. Rafał, jesteś wielki :)

Trapezowa spódniczka

 

2

Ostatnio koleżanka zwróciła mi uwagę, że jakoś brak nowości na moim blogu, więc się poprawiam.
Dziękuję Marto za mobilizację ;).
Ale jak tu znaleźć kilka wolnych chwil po tym, jak spacerując z chłopakiem po Jurze odkryliśmy lasy pełne borówek leśnych, a i grzybów na zimę przydałoby się troszkę ususzyć??? Udało mi się zamknąć te piękne jesienne chwile, spędzone wśród złocistych liści w ośmiu malutkich słoiczkach. Gdy za oknem biały puch pokryje okolicę, wtedy herbatka z dodatkiem czerwonych borówek osłodzi nam ten zimowy czas. I to z pewnością nie słodyczą malutkich owoców, które do najsłodszych nie należą, ale pięknem tych ostatnich ciepłych chwil, które dane nam było spędzić obcując z niezwykle kolorową, jesienną przyrodą.

Oto dowód na obfitość lasów Jury Krakowsko- Częstochowskiej w borówki:

20161028_180302Z kolei owocem moich niedawnych miłych chwil w towarzystwie maszyny do szycia, jest ta oto spódnica.
Fason niby typowy, w kształcie trapezu rozszerzanego ku dołowi, ale dodatkowe kliny wszyte na boku spódnicy czynią ten model bardziej „szałowy” ;). Skorzystałam z pomyslu Burdy 1/2016, model 109. Postawiłam na świecący materiał tak, aby spódniczka nie wtopiła się w inne czarne spódniczki w mojej garderobie. Typowe wykończenie dla większości moich spódnic, to widoczny pas oraz zamek kryty, których wykonanie mam już opanowane do perfekcji i jak kiedyś mówiła moja polonistka w podstawówce: „odmianę przez przypadki musicie znać na pamięć nawet, jak was ktoś w nocy przebudzi”. Dokładnie tak samo sprawnie opanowałam opisane powyżej czynności związane z wykończeniem spódniczki.
Spódniczka mojego autorstwa zaprezentowana została większej publiczności podczas odbywającego się w ostatnim czasie Restaurant Week w Katowickiej Moodro Restaurant. Polecam odwiedziny w tym miejscu, w którego wnętrzach przeżyć można prawdziwą ucztę zmysłów.

 

6 3 4 5

Targi Mody i Dizajnu 2016

W ostatnim czasie wzięłam udział w Targach Mody i Dizajnu odbywających się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Uwielbiam tego typu wydarzenia, a biorąc pod uwagę doborowe towarzystwo, w którym dane było mi spędzić ten dzień, wydarzenie zaliczyłam do jak najbardziej udanych. Dziękuję Anetko za przemiłe towarzystwo :).

Spotkanie rozpoczęło się od wykładu pt.: „ Komercjalizacja pracy projektanta” , który dotyczył przede wszystkim aspektu  związanego  z ochroną prawną prac autorskich.  I tym sposobem z grubsza przyswoiłam terminologię  z tego obszaru, typu: „utwór”, „prawa autorskie”, „twórca” itp. W dalszej kolejności można było wziąć udział w odbywających się równolegle warsztatach o 4 blokach tematycznych: „Technik przemysłu mody- wykroje”, „Technik przemysłu mody- zdobienie tkanin”, „Świadome projektowanie”, „ Trendy i ich wpływ na rozwój marki” . Dwa pierwsze tematy warsztatów były dla mnie szczególnie wartościowe, ponieważ prowadzone były przez wykładowców CKZiU Szkoły Projektowania i Stylizacji Ubioru w Sosnowcu, czyli szkoły, która otworzyła przede mną wrota do wielkiego świata mody.  Na sam koniec odbyła się dyskusja pt.: „Rozwój mody i dizajnu w Polsce”. Dyskusja miała charakter luźnej rozmowy zaproszonych gości specjalnych, którzy reprezentowali różne zawody, ale każdego z nich łączyła jednak ta sama droga zawodowa, tj.  aktywna działalność w przemyśle modowym. Perspektywy działalności w przemyśle odzieżowym może nie są na chwilę obecną zbyt optymistyczne, niemniej jednak odnalezienie niszy rynkowej daje realną szansę na odniesienie sukcesu.

Oprawa samego wydarzenia była również przyjazna, bo była zaopatrzona m.in. w:  stoiska z kawą, przekąskami, czytelne wskazówki dotyczące dokładnych lokalizacji odbywających się targów we wnętrzu przestronnego MCK. Można zatem z czystym sumieniem stwierdzić, że profesjonalna organizacja dała nam poczucie pożytecznie wykorzystanego dnia urlopu.

Z pewnością zawitam na kolejną edycję tego  wydarzenia w przyszłym roku, gdyż każda forma obcowania z krawiectwem i modą jest dla mnie wyjątkowo fascynującym przeżyciem, a dodatkowo utwierdza mnie w słuszności obrania właściwej ścieżki rozwoju osobistego.

14691364_1053012624816423_6216089151490770434_o 14711197_1053011261483226_352351480657962866_o 14712902_1053011561483196_6148174382002222765_o 14715560_1053011324816553_1570376790972222104_o 14753850_1053013004816385_2582219861247974385_o 20161011_122851 20161011_133537 14633261_1053010951483257_496868818557467191_o

Prezent urodzinowy

3 1 2Dużą przyjemność sprawia mi to, że szycie stało się wartością nie tylko dla mnie samej, ale coraz częściej również dla najbliższych mi osób.

To, że ja uszyję coś dla siebie w odpowiedzi na pojawiające się okoliczności w moim życiu, jest już oczywiste i mało ekscytujące. Uszycie zaś czegoś dla bliskiej osoby, jest dla mnie swego rodzaju próbą, czy nawet wyzwaniem. Ocenie podlega wtedy moja własna interpretacja mody, która niekoniecznie musi się spotkać z akceptacją przyjaciół i mówiąc wprost – nie musi się podobać.

Póki co, doświadczyłam jednak samych pozytywnych odbiorów moich własnoręcznych prezentów i mam nadzieję, że nie jest to wynikiem jedynie uprzejmości moich znajomych.

Zachwyt bliskiej osoby wynikający z podarowania jej własnoręcznie wykonanego prezentu w akompaniamencie słów: „jakie to piękne, nikt nigdy nic dla mnie nie uszył”, jest wyjątkową chwilą i pozostaje w pamięci przez długi czas. Taką radość wyraziła podczas swojego przyjęcia urodzinowego moja przyjaciółka Karolina.

A to, że prezent rzeczywiście trafił w wykwintny gust artystycznej osobowości bardzo uzdolnionej solenizantki, można łatwo wyczytać z poniższych zdjęć.

Płaszczyk uszyłam z wykroju odnalezionego w Burdzie Vintage z 2015 roku, z której wcześniej skradłam już pomysł na mój elegancki żakiecik:


http://modowylifting.blog.pl/2015/04/13/szykowny-komplecik/

Chciałam jednak, aby koleżanka otrzymała coś bardziej praktycznego i dlatego też ostatecznie wydłużyłam wykrój, dzięki czemu powstała narzutka. Wykrój prosty, urozmaicony jednak zakładkami na linii barków, nadający płaszczykowi bardziej ekstrawaganckiego charakteru. Dzięki zakładkom uzyskuje się efekt obszerności czy wielowymiarowości kroju, który w połączeniu z drobną sylwetką koleżanki tworzy nonszalanckie połączenie. Tkanina również nie należy do jednokolorowych, typowych szaraczków. Intesywne kolory oraz ciekawy wzór dodały pazura temu krojowi. W zasadzie charakternej solenizantce pazura dodawać nie trzeba, ale konieczne jednak było podkreślenie jej niebanalnej osobowości. Zadanie nie należało do kategorii łatwych, ale mam jednak nadzieję, że płaszczyk posłuży Karolinie w dalszych etapach poszerzania jej artystycznych zainteresowań, a tych jakby nie patrzeć jest już sporo.

4  5 1 2

Tajska inspiracja

Muszę się przyznać malutkich opóźnień w dokumentacji moich wytworów na bieżąco. Czynności remontowo-porządkowe będące powodem owego spowolnienia przyczyniły się do lekkiej  dezaktualizacji aury widocznej na poniższych zdjęciach. Z przykrością zauważam, że pogoda uległa znacznemu pogorszeniu i na dzień dzisiejszy zakątków zieleni jest już jak na lekarstwo.

Tak więc mam poniżej prezentuję moją nową (jednak nie najnowszą, gdyż właśnie kończę szycie kolejnej) narzutkę z dwóch różnych tkanin. Materiał już swoje przeleżał w szafie, aż w końcu nadszedł odpowiedni moment na jego wykorzystanie. Tkanina w egzotyczne zwierzątka przemierzyła długą drogę, zanim urozmaiciła stertę zgromadzonych wcześniej tkanin. Przywiozłam ją już kilka lat temu z odległej Tajlandii, gdy dopiero rozpoczynałam  swoją przygodę z szyciem. Niestety nie wszystkich zwierzęcych reprezentantów uwiecznionych na tkaninie udało mi się spotkać na żywo (nie wszystkie zamieszkują tajską dżunglę), więc malowidła flory i fauny na zakupionej tkaninie muszą mi wystarczyć.

Cieniutką  bawełnę należało koniecznie zestawić z jak najbardziej neutralną  tkaniną. Postawiłam na czerń, dzięki czemu mam teraz większą swobodę w tworzeniu różnych kombinacji stylistycznych z wykorzystaniem nowego wdzianka. Szyjąc „podwójnie” zawsze należy pamiętać, aby dwie warstwy materiału wycinać jednocześnie, a nie zostawiać sobie podszewki na później, bo powstałe różnice podczas krojenia mogą zepsuć cały efekt. Szlafrokowy krój narzutki wykorzystywałam  już wcześniej, więc nie było konieczności szukania nowego wykroju. Na koniec ostatni skrawek tkaniny posłużył mi za dużą, ozdobną kieszeń.

Tym razem pozdrowienia przesyłam z bliskiego memu sercu (bo tak bogatego we wspomnienia) Parku Kościuszki w Katowicach ;)

2 3 4 5 1

Upajająca moc zapachów

3 1 2chanel no5

Choruję na dziwną przypadłość, która objawia się tym, że jak się uprę na jakiś temat, to morduję go do upadłego.
Ostatnio ogarnęła mnie mania zapachów. Zioła, olejki eteryczne, perfumy. Do tego tajemnicza i ekscytująca książka pt.: „Sekretne życie Chanel No 5”, która uświadamia jak złożonym i skomplikowanym procesem jest produkcja perfum.
Uprawy lawendy, róż, jaśminu w połączeniu z syntetycznymi (ale nie sztucznymi) aldehydami przedstawione w książce tworzą piękną historię. Coco Chanel No. 5 najłatwiej opisuje jedno określenie: UNIKATOWOŚĆ. Nie może być inaczej w przypadku perfum, których jeden flakonik sprzedaje się co 30 sekund. Więcej szczegółów nie zdradzę. Kogo ciekawi ten temat, koniecznie musi sięgnąć po tę lekturę.

Zapachy zmieniły moje otoczenia.
Domki zapachowe z olejkami eterycznymi wypełniły moje mieszkanie, zaś woreczki zapachowe z lawendą zdobią otoczenie.
Wybór zapachów olejków eterycznych jest tak duży, że z pewnością każdy znajdzie „swój” zapach, który nim zawładnie i pobudzi zmysły.
Przy ich wyborze ważne jest jedno, a mianowicie należy kupować tylko i wyłącznie te naturalne, bez sztucznych dodatków. Najlepiej zakupić je w sklepach zielarskich.

U mnie króluje lawenda, gardenia i cynamon. Absolutny prym wiedzie jednak ten jeden jedyny, którego ubóstwiam i stosuję tylko na wyjątkowe okazje. Jest nim korzenno- cynamonowy olejek z mojej ulubionej Mydlarni u Franciszka, który otrzymałam w prezencie. Tyle na początek. Zapachów z pewnością będzie przybywało.

Zdjęcie przedstawiają rezultat mojego zapachowego szaleństwa, czyli całą gromadę woreczków uszytych z resztek lnianych i bawełnianych ścinek wypełnionych lawendą. W tym miejscu dziękuję pewnej Pani za bogaty bukiet suszonej lawendy, który mi podarowała. Część znajomych już została obdarowana woreczkami. A że rodzina i znajomi stanowią dość liczny zbiór więc produkcja ciągle trwa :).

 

PS Aaa, zapomniałabym! Czy widzicie te drewniane, śliczne króliczki??? To z kolei z kolekcji mojego brata, które sam wykonał  :). Dostałam je na święta Wielkanocne, u mnie jednak stanowią element wystroju całorocznego ;)

Na chwilę przed koncertem

Przesyłam pozdrowienia na chwilę przed koncertem w ramach „Tauron Festiwal” z katowickiego NOSPR-u.

Wnętrze obiektu Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia (NOSPR) budzi zachwyt swoim rozmachem i luksusem aranżacji, zaś atmosfera panująca w sali koncertowej jest podniosła. Sam koncert był dla mnie wyjątkowym wydarzeniem i niezwykłym przeżyciem.

Pozwólcie, że na kwestię oceny samego artysty spuszczę zasłonę milczenia, ponieważ moje uwagi w temacie muzyki nikomu potrzebne nie są i na pewno nikomu na dobre nie wyjdą ;P.

Bezpieczniej będzie, jak skupię się na przygotowanym na tę okazję szykownym wdzianku.

Narzutka była już gotowa dużo wcześniej:


http://modowylifting.blog.pl/2016/06/24/wielofunkcyjna-narzutka/

Nie mogłam jednak pozwolić, aby pozostałe resztki materiału się zmarnowały i w związku z tym postanowiłam je właściwie wykorzystać. Materiału zostało jednak na tyle mało, że miałam ograniczone możliwości w wyborze nowego projektu. Postawiłam więc na szorty, ale w takim bardziej wizytowym charakterze.

Dzięki temu powstał komplecik, który mogę teraz wykorzystywać na różne sposoby, w przeróżnych zestawieniach.

20160821_193646 20160821_193727 20160821_193819 20160821_192955 20160821_193001 20160821_193135

Przypadkowy zdobywca Trzech Koron

Kiedyś już pisałam, że serce najbardziej raduje mi się, gdy czerpię satysfakcję z dwóch moich pasji jednocześnie, a mianowicie aktywnego wypoczynku połączonego najlepiej z morderczym wysiłkiem oraz szycia. A dzieje się tak wtedy, gdy podczas wyjazdów zarówno tych długich, jak i tych krótkich, mam przyjemność spożytkowania trudów swojej krawieckiej pracy i powitania nowych terytoriów w odpowiednim stroju. Tak było i tym razem. Bluza, którą uszyłam chwilę przed kilkudniowym  wyjazdem, sprawdziła się idealnie w podhalańskim, rześkim klimacie.

Seria eleganckich, poważnych strojów na różnego typu przyjęcia i wydarzenia w ostatnim czasie spowodowała deficyt w mojej szafie na sportowe i luźne ubrania. Te braki należało jak najszybciej uzupełnić. Pomysł na projekt bluzy podsunęła mi moja wierna towarzyszka szyciowych przygód – Burda (2/2016, model 121). Dresówkę zakupiłam w sklepie internetowym. Jestem zadowolona z jakości tkaniny, która się nie gniecie i jest mięciutka, co daje duży komfort użytkowania. Wcześniej zawiodłam się na zamawianych tkaninach i teraz już wiem, że za porządną dresówkę trzeba zapłacić minimum 30 zł za metr. Zdecydowałam się na ubóstwiany przeze mnie ostatnio kolor blue. Tyle o tkaninie. Co do szycia, to większej filozofii nie ma. Jeśli jest się już biegłym  w odczytywaniu  hieroglifów z Burdy, z pewnością nie będzie żadnego problemu. Drobne modyfikacje oryginalnego wykroju są konieczne w moim przypadku, więc zdecydowałam się (albo raczej ilość tkaniny zadecydowała za mnie) na zrobienie tunelu na gumkę w przodzie i tyle tkaniny, a nie jak podpowiada Burda, w dodatkowym doszytym  pasku. Ale to tylko zabieg kosmetyczny. Całość niewiele odbiega od zamysłu autora projektu.

Nic, tylko szyć i zwiedzać dalej! A do tego wyciskać uroki każdej sekundy życia niczym sok ze słodkiej pomarańczy :).

Zdjęcia zostały wykonane z panoramy widokowej na szczycie Trzech Koron. Gorąco zachęcam do odwiedzin przepięknego obszaru Pienin, który prezentuje się zjawiskowo w duecie z rwącym Dunajcem.

1 2 3 4 6 7