Intrygująca koronka c.d.

 6Połączenie kilku odpowiednich czynników w jedną całość, daje szansę na powstanie czegoś wyjątkowego. Inspiracja, będąca czynnikiem zapalnym dalszego procesu pojawiła się jako pierwsza. W jej następstwie dobranie odpowiedniej tkaniny – przepięknej czarnej koronki, która czekała aż 2 lata na zaistnienie. Na sam koniec przytrafiająca się przerwa świąteczna, dająca możliwość ucieleśnienia  gnieżdżących się w mej głowie wizji. Nie mogłabym nie wspomnieć o okazji, która wywołała to całe zamieszanie, a mianowicie moje 30-te urodziny. Chciałam spędzić ten wyjątkowy dzień w gronie najbliższych mi osób, nadając przyjęciu odrobinę osobistego wyrazu. Chcąc trochę złagodzić okoliczności, które przeniosły mnie w nowa dekadę, postanowiłam nadać im nieco karnawałowego zabarwienia. Dlatego też w pierwszej kolejności powstały te oto zaproszenia :

20 21Czarne suknie uzupełnione o tajemnicze maski sprawiły, że przyjęcie urodzinowe nabrało formę karnawałowego balu.

Sama chciałam się zaprezentować wyjątkowo, jednak bałam się, aby nie przesadzić.  Marzył mi się tren, ale moje intencje mogłyby przyprawić o salwy śmiechu nawet najbliższych znajomych,  którzy na moje wymysły i tak patrzą już z przymrużeniem oka ;). Jak na mój gust (oraz możliwości) powstała dość prosta sukienka… a wypadałoby wspomnieć, iż jestem w trakcie czytania autobiografii Diora, którego to suknie powstawały przynajmniej z 30 metrów tkaniny ;). Ponieważ wizja sukienki przeobraziła się wyjątkowo szybko w dzieło kompletne, postanowiłam pomimo usilnych sprzeciwów  mojej siostry, która troskliwie dba o moje nieprzemęczanie się, uszyć jeszcze jedną, bliźniaczą sukienkę. Podobieństwo jest jednak widoczne jedynie na pierwszy rzut oka. Przy okazji dokładniejszych  oględzin, można stwierdzić, że poza czarną koronką, z której powstały obie suknie, różne jest praktycznie wszystko.  Moja sukienka składa się z wielu elementów, a w talii jest dzielona dość szerokim pasem, co znacznie wydłużyło jej szycie (Burda 12/2016, model 124)).  Z kolei przód i tył sukni mojej siostry wykrojone są z „całości ”,  co oznacza, że krój jest prosty i wymaga jedynie dopasowania na modelce Burda 3/2016, model 123). Gdy mamy jednak do czynienia z modelką, którą znamy od kołyski, wystarczy dopasować sukienkę z pamięci,  co na szczęście zakończyło się sukcesem. W przypadku obu modeli konieczne było uzupełnienie ich o czarne podszewki, znacznie krótsze niż koronka. Chwilę przed przybyciem reszty gości udało nam się z siostrą zrobić kilka wspólnych zdjęć.

15 16 14  9 7

Zapach Świąt

1 2

6

Wzrusza mnie czas świątecznych przygotowań.  A to dlatego, że raz w roku można poświecić się zajęciom, na które zwykle brakuje nam czasu. Jest taka reklama w radiu, w której znany prezenter wymienia ile to mamy obowiązków każdego dnia i jak z tym wszystkim zdążyć, a na koniec dodaje, że tak już jest i nie ma co tego przeżywać, bo to się na pewno nie zmieni. Właśnie tak należy podchodzić do tego ogromu spraw, które należy załatwić przed świętami, bo czego byśmy nie zrobili, to i tak czasu będzie za mało, bo na chwilę przed uroczystą wigilią przypomni nam się pewnie, że o czymś zapomnieliśmy. Ale to nie powinno być powodem do zmartwień. Oznacza to po prostu, że dążymy do perfekcji i chcemy od życia odrobinę więcej, niż przeciętne minimum, dające poczucie mało zadowalającego spokoju ducha. Ja wolę odrobinę stymulującej adrenaliny, pozwalającej wycisnąć z naszego organizmu siły, o których nie mieliśmy pojęcia.

Ja wyciskam i wyciskam tyle, ile tylko się da. Przestałam już kontrolować sytuację związaną z produkcją woreczków zapachowych. Nie wiem ile ich powstało, ale myślę, że dojdę do jakiejś magicznej dwucyfrowej liczby z piątką z przodu. Woreczki wypełnione są aromatycznymi ziarnami kawy, skropione naturalnym olejkiem eterycznym o magicznym zapachu cynamonu. Jak upajający zapach wywietrzeje, wystarczy tylko na nowo skropić woreczek kilkoma kroplami olejku i magia powróci. Do tego każdy z osobna staram się ozdobić, aby nadać im indywidualny charakter.

Do tego jakiś czas temu przygotowałam również nalewkę limonkową, którą byłam „zmuszona” zrobić tak, aby nie zmarnować limonek, które otrzymałam od sąsiadki. Na początku nie wiedziałam co z nimi zrobić, ale później ten genialny pomysł zrodził się w mojej głowie. Do tego kilka limonek ususzyłam, w Ikei i Pepco dokupiłam butelki i teraz mogę obdarowywać bliskich kolejnym własnoręcznie zrobionym prezentem.

I co jeszcze? Są jeszcze koszyczki na pieczywo dla mojej siostry, która w pieczeniu bułeczek i chlebków doszła do perfekcji na miarę wykwalifikowanego piekarza. Póki co tyle prezentów z duszą QRC, no ale przecież został jeszcze jeden dzień do świąt ;P.

U nas pachnąca choinka już stoi, pierniczki gotowe, tak więc pierwsza gwiazdko przybywaj :).

4a 5

Christmas time

U mnie czas świątecznych przygotowań jak jeszcze nigdy w moim życiu, rozpoczął się już 2 tygodnie temu, co daje mi dużą szansę na realizację wszystkich ręcznie robionych prezentów terminowo. Czy egzamin zaliczyłam, okaże się już za trochę ponad 2 tygodnie.  Okres świąteczny to nie tylko wieczór wigilijny, ale również czas adwentu, kiedy to dokładamy wszelkich starań, aby  uczynić nasze święta wyjątkowymi. Okazji do kupienia nowych ozdób świątecznych jest mnóstwo,  na każdym kroku mijamy pięknie migoczące ozdoby, ale czy nie lepiej posiedzieć odrobinę z nożyczkami, klejem (w moim przypadku maszyną) i przedłużyć żywotność dekoracji z poprzednich lat? Uważam, że im mniej, tym ładniej, dlatego zamiast zasypywać nasze domy i mieszkania nowymi dekoracjami, lepiej wyczarować coś z niczego.

Jakby nie patrzeć okazji do spędzenia wielu godzin przy maszynie w okresie przedświątecznym jest sporo i tylko dobre chęci oraz niesłabnący zapał są konieczne do realizacji wszystkich naszych planów.

W pierwszej kolejności zainwestowałam  w mikołajkowe skarpety tak, żeby żadne dziecko nie martwiło  się o marznące stopy brzuchatego pana z brodą. Okazało się, że idealna do uszycia skarpet jest czerwona męska koszula. Jak to dobrze mieć tak wysokiego szwagra. Tylko żeby nie było, w ogóle fajnie jest mieć szwagra, ale takiego wysokiego, noszącego duże koszule to radość podwójna :). Już kiedyś zamieszczałam wpis o piżamce uszytej właśnie z takiej koszuli, a później uszyłam dla siebie białą  koszulę z gumką na dole (wpisu jednak póki co brak). Natomiast teraz, w szale przygotowywania ręcznych podarków świątecznych, wpadłam na pomysł wykorzystania czerwonej, męskiej koszuli,a w szczególności jej walorów (kieszenie, listewka z zapięciem), do stworzenia skarpety Mikołaja. Efekty prezentuję poniżej.  Dominik (syn owego szwagra i oczywiście mojej siostry ;) )oraz malutki Wojtuś, z pewnością uradowali się z milutkiego mikołajowego podarku. A jakby nie było, koszula wróciła do domu właściciela, wprawdzie w lekko odmiennej postaci, ale łatwo dostrzec jej wcześniejsze „oblicze”. Do kompletu powstały również woreczki mikołajowe z tkaniny, którą otrzymałam od Ani, koleżanki z pracy. Przyozdobiłam je jedynie wstążeczkami oraz dużymi guzikami, których u mnie pod dostatkiem (również będące pamiątką z dawnych czasów, choćby po babci mojej bratowej). Wygląda na to, że magazynując i kompletując elementy krawieckie z różnych źródeł, nadaję im zupełnie nowe życie, a jednocześnie chronię te wszytskie skarby przed zapomnieniem, gdzie w wielu przypadkach byłyby jedynie kurzołapami.

No nic, koniec rozmyślań na dzisiaj. Do świąt mamy jeszcze dwa tygodnie, a wszystkie pomysły aż ciężko zliczyć.

1 2 3 4 5 6 7 8

Futerko w skali mikro

Oto przedstawiam Państwu najmniejszy ciuszek sygnowany logiem QRC.

 1 2 3

Podchodzę do tego dzieła z wyjątkowym sentymentem ze względu na sympatię, jaką darzę tę słodziutką istotkę, której podarowałam to urocze futerko, a jest nią córeczka mojej przyjaciółki.

Niektórym może się wydawać, że skoro takie malutkie (w rozmiarze 56), to większych komplikacji nie było. A właśnie że były, a na dodatek okazały się być wyjątkowo trudne do przezwyciężenia. Sztuczne futerko o rozkosznie różowym zabarwieniu, nadaje kilkumiesięcznej drobince niezwykłego uroku. Kto wie, może rozbudziłam w tej małej gwieździe zamiłowanie do futer i za kilkanaście lat zobaczymy ją w białym futrze z norek, jak śpiewa „Happy Birthday To You, Mr President…” na wielkiej scenie :).
Teraz  patrzę na to z rezerwą, ale podczas szycia miałam wyłącznie czarne wizje. Futerko okazało się wyjątkowe nieprzyjemne w szyciu, gdyż dwie warstwy tkaniny okazały się za grube dla mojej maszyny i w zasadzie musiałam użyć sporo siły, aby futerko przesuwało się  pod igłą. A do tego wszycie podszewki, która w połączeniu z tkaniną wierzchnią składa się z wielu drobnych, wręcz kilkucentymetrowych elementów, to już zadanie dla zaawansowanych. Skończyło się lekkim uszkodzeniem paznokcia, ale ostatecznie dowiodłam swojej determinacji i po opatrzeniu palca dzieło dokończyłam. Ból przezwyciężyłam, paznokieć już się dawno zagoił, ale było warto, bo futerko w skali mikro dodaje niezwyķłego uroku malutkiej damie, damie z zadatkami na wielką gwiazdę :).
Wybiegam myślami w przyszłość i wyobrażam sobie jak dorosła Marta przegląda album ze zdjęciami z dzieciństwa pyta swoją mamę; „jejku, skąd ja miałam tak dziwaczne futro mając zaledwie trzy miesiące?!” Na to pada odpowiedź; „jak to skąd(?), od szalonej ciotki co to upatrzyła sobie Ciebie jako mini modelkę do prezentacji swoich dziwacznych modowych wizji” :)))…

DZIĘKUJĘ

Za chwilkę mija trzecia rocznica uszycia pierwszego ubrania przeze mnie. Przez ten czas powstała niezliczona ilość przeróżnych projektów. Zaczęłam od uszycia spódniczki podstawowej, a teraz podejmuję wyzwania w tworzeniu nawet najtrudniejszych i bardzo czasochłonnych  projektów. Wszystkie z nich zaistniały dzięki mojej determinacji i ciężkiej pracy, ale wiele z nich nie powstałoby bez wsparcia i życzliwości otaczających mnie osób. Zaczęło się całkiem niepozornie,  a teraz mam wrażenie,  że umiejętność szycia jest tak silnie zakorzeniona w mojej osobie,  że stała się częścią mnie, mojego sposobu na życie.  Mam poczucie, że również świat wokół mnie się przez to zmienia. Jest bardziej kolorowo, inspirująco i pobudzająco. Innymi słowy, machina nabrała wielkiego rozpędu. Tkaniny z przeróżnych źródeł zalewają moje domowe studio krawieckie. Życzliwość innych osób często  wprawia mnie w osłupienie.  Zdarzyło  mi się na przykład otrzymać sporą paczkę tkanin pamietających czasy komuny od mamy kolegi mojej przyjaciółki, której wcześniej nie znałam, a ostatnio odwiedziłam tę Panią z prezentem w ramach podziękowania. Otrzymałam także kolejną ogromną paczkę,  tym razem bardziej współczesnych tkanin od kuzyna mojej koleżanki,  który pracuje w dużej firmie odzieżowej (zdjęcie poniżej). Informacje o tym, że szyję rozprzestrzenia się tak szybko, że fakt otrzymania skrawków ekoskóry od siostry chłopaka mojej koleżanki, z którą nigdy się nie poznałyśmy już coraz mniej zadziwia. Nie mogę ominąć w tym wpisie koleżanki z pracy, która w trakcie robienia porządków w szafie pomyślała o mnie i przekazała kilka kuponów bawełny w moje ręce. Aaa i drugiej koleżanki z pracy, od której otrzymał gruby lniany materiał o intesywnych zielonym zabarwieniu. Dziękuję Aneto, dziękuję Anno. Słowa wdzięczności są jedynym właściwym podsumowaniem wszystkich tych zdarzeń i fortunnych zbiegów okoliczności.  Raz jeszcze ogromne dziękuję za wszystkie ofiary, a jednocześnie za wiarę w moje umiejętności krawieckie  :).  Jeśli ktoś uznał,  że jestem właściwą spadkobierczynią tych licznych tkanin tak pieczołowicie  przechowywanych w szafach, to zaczynam odczuwać poczucie misji do wypełnienia. Przyświeca jej jedna myśl przewodnia – należycie spożytkować każdy metr podarowanej tkaniny. Przebieg tej misji jak zwykle relacjonować będę na bieżąco.

Tyyyyle tkanin dostałam od Rafała- kuzyna mojej koleżanki. Rafał, jesteś wielki :)

Tyyyyle tkanin dostałam od Rafała- kuzyna mojej koleżanki. Rafał, jesteś wielki :)

Trapezowa spódniczka

 

2

Ostatnio koleżanka zwróciła mi uwagę, że jakoś brak nowości na moim blogu, więc się poprawiam.
Dziękuję Marto za mobilizację ;).
Ale jak tu znaleźć kilka wolnych chwil po tym, jak spacerując z chłopakiem po Jurze odkryliśmy lasy pełne borówek leśnych, a i grzybów na zimę przydałoby się troszkę ususzyć??? Udało mi się zamknąć te piękne jesienne chwile, spędzone wśród złocistych liści w ośmiu malutkich słoiczkach. Gdy za oknem biały puch pokryje okolicę, wtedy herbatka z dodatkiem czerwonych borówek osłodzi nam ten zimowy czas. I to z pewnością nie słodyczą malutkich owoców, które do najsłodszych nie należą, ale pięknem tych ostatnich ciepłych chwil, które dane nam było spędzić obcując z niezwykle kolorową, jesienną przyrodą.

Oto dowód na obfitość lasów Jury Krakowsko- Częstochowskiej w borówki:

20161028_180302Z kolei owocem moich niedawnych miłych chwil w towarzystwie maszyny do szycia, jest ta oto spódnica.
Fason niby typowy, w kształcie trapezu rozszerzanego ku dołowi, ale dodatkowe kliny wszyte na boku spódnicy czynią ten model bardziej „szałowy” ;). Skorzystałam z pomyslu Burdy 1/2016, model 109. Postawiłam na świecący materiał tak, aby spódniczka nie wtopiła się w inne czarne spódniczki w mojej garderobie. Typowe wykończenie dla większości moich spódnic, to widoczny pas oraz zamek kryty, których wykonanie mam już opanowane do perfekcji i jak kiedyś mówiła moja polonistka w podstawówce: „odmianę przez przypadki musicie znać na pamięć nawet, jak was ktoś w nocy przebudzi”. Dokładnie tak samo sprawnie opanowałam opisane powyżej czynności związane z wykończeniem spódniczki.
Spódniczka mojego autorstwa zaprezentowana została większej publiczności podczas odbywającego się w ostatnim czasie Restaurant Week w Katowickiej Moodro Restaurant. Polecam odwiedziny w tym miejscu, w którego wnętrzach przeżyć można prawdziwą ucztę zmysłów.

 

6 3 4 5

Targi Mody i Dizajnu 2016

W ostatnim czasie wzięłam udział w Targach Mody i Dizajnu odbywających się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Uwielbiam tego typu wydarzenia, a biorąc pod uwagę doborowe towarzystwo, w którym dane było mi spędzić ten dzień, wydarzenie zaliczyłam do jak najbardziej udanych. Dziękuję Anetko za przemiłe towarzystwo :).

Spotkanie rozpoczęło się od wykładu pt.: „ Komercjalizacja pracy projektanta” , który dotyczył przede wszystkim aspektu  związanego  z ochroną prawną prac autorskich.  I tym sposobem z grubsza przyswoiłam terminologię  z tego obszaru, typu: „utwór”, „prawa autorskie”, „twórca” itp. W dalszej kolejności można było wziąć udział w odbywających się równolegle warsztatach o 4 blokach tematycznych: „Technik przemysłu mody- wykroje”, „Technik przemysłu mody- zdobienie tkanin”, „Świadome projektowanie”, „ Trendy i ich wpływ na rozwój marki” . Dwa pierwsze tematy warsztatów były dla mnie szczególnie wartościowe, ponieważ prowadzone były przez wykładowców CKZiU Szkoły Projektowania i Stylizacji Ubioru w Sosnowcu, czyli szkoły, która otworzyła przede mną wrota do wielkiego świata mody.  Na sam koniec odbyła się dyskusja pt.: „Rozwój mody i dizajnu w Polsce”. Dyskusja miała charakter luźnej rozmowy zaproszonych gości specjalnych, którzy reprezentowali różne zawody, ale każdego z nich łączyła jednak ta sama droga zawodowa, tj.  aktywna działalność w przemyśle modowym. Perspektywy działalności w przemyśle odzieżowym może nie są na chwilę obecną zbyt optymistyczne, niemniej jednak odnalezienie niszy rynkowej daje realną szansę na odniesienie sukcesu.

Oprawa samego wydarzenia była również przyjazna, bo była zaopatrzona m.in. w:  stoiska z kawą, przekąskami, czytelne wskazówki dotyczące dokładnych lokalizacji odbywających się targów we wnętrzu przestronnego MCK. Można zatem z czystym sumieniem stwierdzić, że profesjonalna organizacja dała nam poczucie pożytecznie wykorzystanego dnia urlopu.

Z pewnością zawitam na kolejną edycję tego  wydarzenia w przyszłym roku, gdyż każda forma obcowania z krawiectwem i modą jest dla mnie wyjątkowo fascynującym przeżyciem, a dodatkowo utwierdza mnie w słuszności obrania właściwej ścieżki rozwoju osobistego.

14691364_1053012624816423_6216089151490770434_o 14711197_1053011261483226_352351480657962866_o 14712902_1053011561483196_6148174382002222765_o 14715560_1053011324816553_1570376790972222104_o 14753850_1053013004816385_2582219861247974385_o 20161011_122851 20161011_133537 14633261_1053010951483257_496868818557467191_o

Prezent urodzinowy

3 1 2Dużą przyjemność sprawia mi to, że szycie stało się wartością nie tylko dla mnie samej, ale coraz częściej również dla najbliższych mi osób.

To, że ja uszyję coś dla siebie w odpowiedzi na pojawiające się okoliczności w moim życiu, jest już oczywiste i mało ekscytujące. Uszycie zaś czegoś dla bliskiej osoby, jest dla mnie swego rodzaju próbą, czy nawet wyzwaniem. Ocenie podlega wtedy moja własna interpretacja mody, która niekoniecznie musi się spotkać z akceptacją przyjaciół i mówiąc wprost – nie musi się podobać.

Póki co, doświadczyłam jednak samych pozytywnych odbiorów moich własnoręcznych prezentów i mam nadzieję, że nie jest to wynikiem jedynie uprzejmości moich znajomych.

Zachwyt bliskiej osoby wynikający z podarowania jej własnoręcznie wykonanego prezentu w akompaniamencie słów: „jakie to piękne, nikt nigdy nic dla mnie nie uszył”, jest wyjątkową chwilą i pozostaje w pamięci przez długi czas. Taką radość wyraziła podczas swojego przyjęcia urodzinowego moja przyjaciółka Karolina.

A to, że prezent rzeczywiście trafił w wykwintny gust artystycznej osobowości bardzo uzdolnionej solenizantki, można łatwo wyczytać z poniższych zdjęć.

Płaszczyk uszyłam z wykroju odnalezionego w Burdzie Vintage z 2015 roku, z której wcześniej skradłam już pomysł na mój elegancki żakiecik:


http://modowylifting.blog.pl/2015/04/13/szykowny-komplecik/

Chciałam jednak, aby koleżanka otrzymała coś bardziej praktycznego i dlatego też ostatecznie wydłużyłam wykrój, dzięki czemu powstała narzutka. Wykrój prosty, urozmaicony jednak zakładkami na linii barków, nadający płaszczykowi bardziej ekstrawaganckiego charakteru. Dzięki zakładkom uzyskuje się efekt obszerności czy wielowymiarowości kroju, który w połączeniu z drobną sylwetką koleżanki tworzy nonszalanckie połączenie. Tkanina również nie należy do jednokolorowych, typowych szaraczków. Intesywne kolory oraz ciekawy wzór dodały pazura temu krojowi. W zasadzie charakternej solenizantce pazura dodawać nie trzeba, ale konieczne jednak było podkreślenie jej niebanalnej osobowości. Zadanie nie należało do kategorii łatwych, ale mam jednak nadzieję, że płaszczyk posłuży Karolinie w dalszych etapach poszerzania jej artystycznych zainteresowań, a tych jakby nie patrzeć jest już sporo.

4  5 1 2

Tajska inspiracja

Muszę się przyznać malutkich opóźnień w dokumentacji moich wytworów na bieżąco. Czynności remontowo-porządkowe będące powodem owego spowolnienia przyczyniły się do lekkiej  dezaktualizacji aury widocznej na poniższych zdjęciach. Z przykrością zauważam, że pogoda uległa znacznemu pogorszeniu i na dzień dzisiejszy zakątków zieleni jest już jak na lekarstwo.

Tak więc mam poniżej prezentuję moją nową (jednak nie najnowszą, gdyż właśnie kończę szycie kolejnej) narzutkę z dwóch różnych tkanin. Materiał już swoje przeleżał w szafie, aż w końcu nadszedł odpowiedni moment na jego wykorzystanie. Tkanina w egzotyczne zwierzątka przemierzyła długą drogę, zanim urozmaiciła stertę zgromadzonych wcześniej tkanin. Przywiozłam ją już kilka lat temu z odległej Tajlandii, gdy dopiero rozpoczynałam  swoją przygodę z szyciem. Niestety nie wszystkich zwierzęcych reprezentantów uwiecznionych na tkaninie udało mi się spotkać na żywo (nie wszystkie zamieszkują tajską dżunglę), więc malowidła flory i fauny na zakupionej tkaninie muszą mi wystarczyć.

Cieniutką  bawełnę należało koniecznie zestawić z jak najbardziej neutralną  tkaniną. Postawiłam na czerń, dzięki czemu mam teraz większą swobodę w tworzeniu różnych kombinacji stylistycznych z wykorzystaniem nowego wdzianka. Szyjąc „podwójnie” zawsze należy pamiętać, aby dwie warstwy materiału wycinać jednocześnie, a nie zostawiać sobie podszewki na później, bo powstałe różnice podczas krojenia mogą zepsuć cały efekt. Szlafrokowy krój narzutki wykorzystywałam  już wcześniej, więc nie było konieczności szukania nowego wykroju. Na koniec ostatni skrawek tkaniny posłużył mi za dużą, ozdobną kieszeń.

Tym razem pozdrowienia przesyłam z bliskiego memu sercu (bo tak bogatego we wspomnienia) Parku Kościuszki w Katowicach ;)

2 3 4 5 1