Haute couture by QRC

Końcówka grudnia obfitowała u mnie w wydarzenia, które wymagały  specjalnej oprawy. Najważniejszym z nich był ślub mojej siostry. Chciałam założyć na tę okazję coś wyjątkowego. Już dużo wcześniej  powstał zarys kroju sukienki,  który wybrałam dla siebie mając na względzie zalety i wady swojej figury. Nie należę do osób wysokich (optymistycznie sprawę przedstawiając), mimo to uparłam się, aby suknia była długa, w stylu sukni wieczorowej. Miała powstać kreacja taka, jaką można zaobserwować  na czerwonym dywanie, jedna z tych nieosiągalnych, na które patrzy się rozmarzonym wzrokiem.  Postanowiłam, aby jedna z takich wyjątkowych kreacji należała właśnie do mnie, mogła znaleźć miejsce w mojej szafie i miała możliwość przyozdobić moją skromną osobę ;).

5

Za szycie swojego dzieła zabrałam się dużo wcześniej, niż robię to w przypadku ubrań casual. Musiałam w szczegółach wszystko zaplanować tak, aby mój kolejny wymarzony projekt miał szansę zostać zaliczony do mojej własnej kolekcji  krawiectwa wysokiego, tzw. haute couture  by QRC. Nie mogłam pozwolić sobie nawet na drobne niedociągnięcia. Zaczęłam od szycia góry sukienki. Nie przepadam za takim misternym szyciem. Sam gorset składa się z sześciu części, a do tego dochodzi jeszcze szycie podszewki (również sześć części) i człowiek na moment traci tę pobudzającą ekscytację tworzenia. Jednak podczas upinania sukni na manekinie błysk w oku pojawił się na nowo, a chwile zwątpienia odeszły w niepamięć. Częstotliwość przymiarek zarówno na manekinie, jak i na żywym modelu (mowa o mnie), mogłaby przyprawić nie jedną modelkę o zawrót głowy. Ostatecznie jednak dopasowałam górę do tego stopnia, że teraz przylega do mojego ciała niczym druga skóra. Oto właśnie w tej zabawie chodziło. W międzyczasie zmieniłam koncepcję i uzupełniłam swój projekt o pas na wysokości talii. Został już tylko dół sukni. A to już zupełnie inna historia. Wycięłam prostokąt  dodając do szerokości talii 10 cm tak, aby wdać dolną część do pasa. Dodatkowo odważyłam się na małe szaleństwo i przełamałam elegancki odcień granatu zmysłowym rozcięciem. Na tym etapie przymierzając swoje nowe dzieło uznałam, że trud włożonej pracy w końcu został wynagrodzony.

Aby zaprezentować w należycie glamourowym świetle swój najnowszy projekt, dobrałam do niego odpowiednie dodatki takie, jak biżuterię oraz bieliznę podkreślającą całość stworzonej stylizacji. Tylko czerwonego dywanu zabrakło.

Chciałam aby powstało coś wyjątkowego, coś z wysokiej półki . Tak aby innych zadziwić a sobie dodać skrzydeł. Czy się udało? Nie ma miary, aby móc to zmierzyć. Zapał,  z którym pracowałam wyzwolił we mnie nieograniczone pokłady radosnego tworzenia. Dzieło zaś, które stworzyłam dało wiarę w swoje możliwości. Jak dla mnie  wystarczająca zapłata za włożony trud. Zdjęcia, na które teraz spoglądam są prawdziwym ukoronowaniem pracy krawca.

2 3 4  6 1